A GDYBY TAK NAGLE…

Rano wstaję, jedząc śniadanie sprawdzam Instagrama. Potem podczas południowej drzemki Emilki przeglądam różne informacje, blogi, raz po raz sprawdzając Facebooka i Instagrama.  Podczas całego dnia co chwilę tylko znajduję sekundę, żeby wejść do sieci. Tu do kogoś napisać, tu coś sprawdzić, bo akurat mi się przypomniało. I tak wychodzi, że cały dzień jestem online. Aż pewnego dnia…

Nie mogę usiedzieć w miejscu. Coś posprzątam, tu poukładam, nawet z przyjemnością odkurzę dom. Jedziemy na przejażdżkę nad jezioro, bawimy się kamyczkami przez 40 minut, zaliczamy jedną huśtawkę, potem zjeżdżalnię i tak nas nie ma 3 godziny. Potem robimy razem dobre jedzenie, a gdy Emilka zasypia czytamy książki. Cały dzień bez telefonu i komputera. Czy to przykład idealnego dnia? Nie, to dzień BEZ INTERNETU.

Pokazałam ten początek Marcinowi i powiedział, żebym uważała, bo pomyślicie, że nie poświęcam uwagi dziecku, tylko ciągle patrzę na telefon, a Emilka zajmuję się sama sobą. Hahaha, dobre sobie. My tak spędzamy każdy dzień – w całości razem, mocno aktywnie, ciągle coś robimy. Ale jednak jest on przeplatany częstym logowaniem się do sieci.

IMG_5143-1

Jakoś tak się złożyło, że wykorzystaliśmy cały Internet dostępny w domu przez WiFi oraz ten w telefonach. Pierwszą moją myślą było: co tu robić? Jak sprawdzę fejsbuka, instagrama i obejrzę ulubionego youtubera? Potem wzięłam się za prace domowe, a książkę, którą niedawno zaczęłam już kończę, a ma ponad 300 stron. I tak mnie naszły myśli, że ten czas naszego dzieciństwa, bez Internetu jest teraz taki odległy i trochę nierealny. Da się w ogóle zrobić zadanie bez pomocy wikipedii?

IMG_5187-1

Zawsze starałam się żyć bardzo aktywnie i dużo czasu spędzać poza domem. Jednak te parę dni bez dostępu do sieci uświadomiły mi, jak bardzo uzależniliśmy się od napływu informacji i zdjęć, które tak na prawdę nie mają dla nas większego znaczenia. Bo ciągle ten smartfon jest pod ręką, co chwile tylko sprawdzamy co nowego się dzieje.

 I nie, nie narzekam, że tak jest. Bo sami świadomie wkroczyliśmy jeszcze bardziej w ten świat zakładając bloga. Tylko tak myślę, że czasem warto się od tego odciąć, na jeden dzień, na dwa, a najlepiej na tydzień. Dla mnie zawsze najlepszą odskocznią są góry, tam na prawdę nie myśli się o tym, co przyziemne. Szczególnie jeśli jest to kilkudniowa wędrówka.

Bez nazwy-1

Polecam Ci tak na parę dni odciąć się od sieci, wyjść z domu, spotkać się z kumplem. Zamiast grać w gry przez Internet, zadzwoń do znajomego, którego dawno nie widziałeś. A może właśnie masz ochotę weekend spędzić w górach i popatrzeć na codzienne sprawy z dystansem? Każdy czasem potrzebuje chwili zatrzymania w tym pędzącym świecie. Daj sobie trochę zasłużonego odpoczynku.

Kiedy ostatni raz spędziłeś cały dzień bez internetu? A dwa dni? Albo tydzień?

One Comment

  • Dorota

    26 sierpnia 2016 at 7:05 pm

    Może jestem nie na czasie (!), ale dla mnie dzień, czy też tydzień bez Internetu, to żaden problem. Nawet ostatnio, jak wyjechałam z rodzinką na tygodniowy urlop, to telefon leżał gdzieś niedbale rzucony, a o logowaniu do sieci to nawet nie myślałam. I nie dlatego, że nie miałam czasu, tylko po prostu nie miałam ochoty… ;) Na co dzień do Internetu zaglądam raz lub dwa razy dziennie, tylko po to, by posprawdzać maila, ważne dla mnie strony, czy też napisać nowy post do bloga. Zajmuje mi to zazwyczaj jakąś godzinkę, góra dwie. I mam zasadę, że nie korzystam z Intetnetu przez telefon. W wolnym czasie wolę podobnie jak Ty wyjść na trening, poczytać książkę (jestem nałogowym czytelnikiem), spotkać się z przyjaciółmi lub poeksperymentować w kuchni :) Zresztą tyle dzieje się w realnym świecie, że żal tracić czas na bezmyślne surfowanie po sieci. Oczywiście nie jestem przeciwnikiem Internetu, ale wszystko z umiarem :) Pozdrawiam :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Archiwum

Close