ŻYCIE NA EMIGRACJI WCALE NIE JEST TAKIE KOLOROWE

Chyba dopadł mnie pierwszy kryzys. Taki wiecie, że mieszkamy daleko od domu rodzinnego. I chociaż już „po wszystkim”, bo jak zdążyliście zauważyć jesteśmy totalnymi optymistami, to nie chcę ukrywać, że miałam dziwne myśli po drodze. W sensie, że chce wracać. Ale trwało to tylko jeden dzień, a był to najgorszy dzień, jaki do tej pory mieliśmy w Szwecji. Spokojnie, nic wielkiego się nie wydarzyło. Ot, zwykłe problemy z żołądkiem, które najpierw dopadły mnie, a dzień później Marcina, ale do takiego stopnia, że po pół dnia spędzaliśmy na przemian w łazience i łóżku. I tak mnie naszło kilka refleksji, że żeby wytrwać na takiej emigracji w sposób, który my sobie ubzduraliśmy, trzeba być na prawdę silnym psychicznie.

Uświadomiłam sobie, że żeby żyć życiem, jakim chcieliśmy, jaką mieliśmy wizję w Polsce, musimy pokonać wiele trudności – zarówno zewnętrznych, jak i tych w naszej głowie. Typowa polska para w Szwecji to kobieta, która sprząta i mężczyzna, który pracuje na budowie. Uogólniam. Wiem, że nie wszyscy tak tu żyją, ale nie ma co ukrywać, znaczna większość. Nie wiem czemu tak jest, ludzie się chyba w ogóle boją spróbować robić coś innego. Z góry uważają, że nie mogą robić w tym kraju, tego samego, co w Polsce. Albo nawet rozwijać swojej kariery. My zakładaliśmy, że będzie ciężko zacząć. Braliśmy pod uwagę, że gdyby Marcin przez miesiąc nie znalazł żadnej pracy pójdzie na budowę. Taki był nasz limit – miesiąc szukania pracy. Ale rzeczywistość okazała się inna, bo… w ogóle spróbował. Wydrukował trzydzieści CV, pojechał do centrum i chodził od najdroższych restauracji w których przecież pracują.. głównie Szwedzi. A my nawet po angielsku nie mówimy na najwyższym poziomie. I tak oto do tygodnia znalazł pracę w restauracji, gdzie faktycznie prawie wszyscy pracownicy są Szwedami, ale jak widać, to nie był dla nikogo problem. 

img_7562

Gdy jesteś bezsilnie rozłożony przez chorobę uświadamiasz sobie, że nie ma tu babci, która pomoże zająć się Emilką, gdy ty akurat wymiotujesz po raz trzeci. Na szczęście jednego dnia choroba dopadła mnie, a następnego Marcina, także mogliśmy się wymienić w opiece nad dzieckiem i sobą nawzajem.

img_7563

I leżąc tak w tym łóżku myślałam „na co nam ten wyjazd?!? Nie chce mi się szukać mieszkania już czwarty miesiąc, bo ciągle nic nie znajduję za odpowiednią kwotę i metraż. I jeszcze w dobrej lokalizacji, żeby nie trzeba było zmieniać Emilce przedszkola. Przecież to niemożliwe!” Tu bardzo ciężko jest znaleźć mieszkanie na wynajem, jest o wiele więcej chętnych niż ofert. „O i jeszcze ogarniać pracę, rozmawiać po angielsku ze wszystkimi. Z moim brakiem doświadczenia przecież nikt mnie nie będzie chciał.” „A ta pogoda? Słońce zaczyna zachodzić koło 14, a około 16.30 jest całkowicie ciemno.” „A najbardziej bawi mnie, gdy ludzie w kraju myślą ile to nie zarabiasz. Teraz na wszystko Cię stać. A nikt nie bierze pod uwagę ile kosztuje życie tutaj.”

img_7564

A potem.. przypomniałam sobie po co wyjechaliśmy i zaczęłam wracać myślami na dobre tory. Że przecież to było moje marzenie pracować jako instruktor i móc się rozwijać poprzez życie w innym kraju, mówienie w innym języku.
Umówiłam się na weekend z panią oglądać mieszkanie, a jutro zaczynam szukać pracy. 

img_7592

Ludziom się wydaje, że gdy ktoś jest pozytywnie nastawiony do życia to funkcjonuje tak zawsze i wszędzie. Nie znam osoby, która tak działa. I gdyby ktoś miał wątpliwości – czasem zdarza mi się myśleć negatywnie. Ale bardzo szybko odganiam te myśli, bo nie prowadzą do niczego dobrego. Ale wiem, że bez Marcina tak szybko by nie odchodziły. I Tobie też polecam nie pogrążać się w złym myśleniu. :)

img_7586 img_7621

czapka Oli – „pan tu nie stał”, czapka Marcina – „Podbeskidzie”, buty Oli – Lasocki, spodnie – Reserved

 

One Comment

Dodaj komentarz