CO ZROBIĆ, ŻEBY Z DNIA „LENIUSZKA – ŚMIERDZIUSZKA” JESZCZE COŚ WYKRZESAĆ?

Znacie to uczucie, gdy przez cały dzień nie chce wam się zrobić kompletnie nic? Najchętniej spędziłybyście go przed komputerem oglądając film i zajadając się lodami i czekoladą. Jest to dzień, kiedy wyjście do toalety już wydaje się być szczytem uprawiania sportu na ten dzień. A jak pada deszcz, to już w ogóle najlepiej leżeć ciągle pod kołdrą. Najgorzej gdy taki nastrój trwa kilka dni.. potem już ciężko wyjść z tego marazmu. Tak tak, ja tez czasami mam taki nastrój, ale już chyba nauczyłam się go zwalczać. Ale co zrobić, żeby najbardziej leniwy dzień zamienił się w mocno produktywny?

Zastanówcie się najpierw, co w ogóle sprawia, że dzień staje się taki z dupy? W moim przypadku jest to fakt, że nie mam zaplanowanych rzeczy do zrobienia – nie mam pracy konkretnej do wykonania, a pozostałe czynności domowe mogę zrobić później, nic pilnego nie widnieje  na tapecie. Na szczęście ostatnio naprawdę rzadko kiedy tak mam, bo dla mnie poczucie bycia nieproduktywnym jest bardzo dołujące. :)

Staram się jednak zwalczać takie dni już od zarodka – czyli standardowo, nie wymyślę koła na nowo, ale: planuję. Dzień wcześniej ustalam sobie, co mam zrobić następnego dnia dając rzeczy o największym priorytecie na sam początek.

Inaczej jest też w przypadku, gdy masz dzieci, prawda? Bo już one motywują do wyjścia z łóżka i chociażby zrobienia im śniadania, a to już coś! Następnie w zależności, czy pracujesz w domu, czy akurat jest weekend, albo masz urlop, dzień toczy się inaczej – dziecko idzie do przedszkola czy do szkoły, a Ty zostajesz sama. I co robić? Albo zabierasz się do pracy i nie odkładasz rzeczy na później, albo właśnie dopada Cię ochota na nie robienie niczego.
Gdy jednak już zdąży mnie złapać taki marazm, zazwyczaj w drugiej połowie dnia jestem już tak zmęczona i wkurzona nic nierobieniem, że najchętniej bym zrobiła coś produktywnego, ale już wtedy mi się nie chce. Wtedy na pomoc przychodzą mi do głowy wszystkie moje cele i marzenia, które chcę zrealizować, a których przecież nie osiągnę siedząc na kanapie. I wtedy właśnie najczęściej zmuszam się i idę zrobić trening, najlepiej biegowy, żeby wyjść z domu, pooddychać świeżym powietrzem i trochę się zmęczyć. W moim przypadku trening jest lekiem na zły humor i zawsze działa :) Oczywiście nie zawsze mam ochotę biegać, wtedy odpalam Chodakowską czy inny film z ćwiczeniami, żeby nie musieć samej wymyślać i staram się pobudzić w taki sposób. Albo idę na spacer, bo spacer to zawsze dobry pomysł.

Zazwyczaj dzieje się tak, że życie samo mi daje znać, żebym zaczęła znowu ogarniać – albo przez spotkanie jakiejś osoby, która da mi do myślenia, albo przez obejrzenie filmu motywującego do działania, a takich w internecie jest cała masa.

Nie oszukujmy się, zazwyczaj nie jesteśmy jakimiś robotami i w zależności od podejścia do życia i wyznaczania swoich celów, nie każdy dzień jest totalnie produktywny, prawda? O ile taki stan nie przeciąga się na kilka dni, czy nawet tygodni, uważam ze czasem dobrze jest spędzić trochę czasu nie robiąc nic. Może nasz organizm daje o sobie znać, że jest przemęczony i potrzebuje odpoczynku? To też koniecznie trzeba wziąć pod uwagę! Takie zatrzymanie się na jeden dzień pozwala nam spokojnie pomyśleć i przeanalizować nasze życie, a to może dać mega efekty.

Kiedyś miałam taki okres w życiu, że uważałam, że ogromnym wstydem jest oglądać wieczorem jakiś ogłupiający film zamiast pracować. Mimo, że na przykład nie miałam na ten wieczór konkretnych zadań do wykonania, to głupio było mi tak po prostu siedzieć. Już teraz wyleczyłam się z takiego podejścia. Jeśli jest praca do zrobienia, to ją wykonuję, jeśli akurat nic nie ma, to mogę się zrelaksować.

Jak często macie takie nieproduktywne dni? I jak sobie z nimi radzicie? Chętnie poznam Wasze sposoby!
Ale przyznacie, że życie z perspektywy osoby wiecznie siedzącej na kanapie wydaje się być kosmicznie nudne, prawda?

Dodaj komentarz

Close