WEEKEND POD ZNAKIEM GÓR

Czy ja już kiedyś wspominałam, że uwielbiam góry? Dla większości z was może się to wydawać dziwne, ale mieszkając w Szwecji to był jeden z aspektów, których najbardziej mi brakowało: bliskości gór i ludzi równie zakręconych na tym punkcie. Oprócz treningów na ścianie i wyjazdów w góry, chociażby najbliższe, uwielbiam się doładować na specjalnych eventach około górskich. Miniony weekend był zdecydowanie pod znakiem gór: całą sobotę spędziłam na Festiwalu Górskim Wondół Challenge w Szczyrku, natomiast niedzielne śniadanie zjadłam na szczycie Babiej Góry. Najlepiej.

To było 8 lat temu. Rok 2010. Brat rzucił pomysł: Ola, w Szczyrku będzie takie wydarzenie – dużo ludzi, znane osoby będą przemawiać: Krzysztof Wielicki i Martyna Wojciechowska, do tego prelekcje filmów. Zapowiada się fajnie, jedziesz ze mną? To była jedna z najlepszych decyzji z moim życiu. Bo to właśnie tam, na ogromnej sali wypełnionej po brzegi ludźmi, wpatrzona w Martynę, która opowiadało o Koronie Ziemi, podjęłam decyzję, że będę się wspinać. Wiele czasu minęło od tamtej chwili, jednak nadal pamiętam doskonale jakie wrażenie wywarł na mnie ten festiwal i ludzie, których tam zobaczyłam i poznałam.

Co roku staram się wracać zimą do Szczyrku i tym razem również nie mogłam odpuścić tego wydarzenia. Hotel Orle Gniazdo na kilkadziesiąt godzin zamieniło się w górskie centrum. Można było doświadczyć wszystkiego: od szkolenia lawinowego i pierwszej pomocy do warsztatów biwakowych. Ogromne wrażenie zawsze robią pokazy filmów z Banff Mountain Film Festival, które nie zawsze są ściśle o tematyce górskiej, ale o szeroko pojętej pasji życia. Wszystko to było zakończone prelekcjami wspaniałych gości: biegaczy, wspinaczy, himalaistów. W tym roku pojawiła się również Kinga Ociepka-Grzegulska ze swoim filmem Mama oraz sam Simone Moro – światowej sławy alpinista. Jak co roku przyjechała również zaprzyjaźniona z festiwalem Martyna Wojciechowska oraz Aleksander Doba. Kojarzycie starszego pana, który kilkukrotnie przepłynął sam Ocean Atlantycki? To właśnie on. Zawsze po takim wydarzeniu jestem pod ogromnym wrażeniem, jak ludzie potrafią być zdeterminowani by osiągnąć swój cel.

Po sobotnim festiwalu spałam niecałe 5 godzin, żeby rano wstać i wykorzystać idealnie zapowiadającą się pogodę. Na Babiej byłam już wiele razy, większość z nich na wschodzie słońca i wiecie co? Uwielbiam tam wracać. Po stosunkowo niedługim wysiłku, czyli dosyć stromym podejściu przez las, do wierzchołka dochodzimy granią, na której non stop prezentują się piękne widoki. Szczególnie w taką pogodę, jaką mieliśmy w weekend – spory mróz z lekkim wiatrem i grzejącym słoneczkiem był idealnym połączeniem. Całą trasę pokonaliśmy dosyć szybko, bo w sumie w niewiele ponad 3 godziny tam i z powrotem. Przy schodzeniu minęliśmy chyba ze 100 osób, które wybierały się na szczyt. Dawno nie widziałam takiego obłożenia i to jeszcze w taki mróz! Wygląda na to, że Polacy faktycznie starają się dużo więcej ruszać, idealnie!

Po takim aktywnym i inspirującym weekendzie o niebo lepiej wraca mi się do pracy. A Ciebie co najbardziej inspiruje i relaksuje?

Pozdrawiam ciepło!

Dodaj komentarz

Close