TYTUŁ WYMYŚLĘ PÓŹNIEJ, TERAZ MI SIĘ NIE CHCE

Znałam kiedyś dziewczynę, która miała wiele marzeń. Chciała trochę schudnąć, podróżować po świecie, poznawać nowych ludzi, dużo imprezować i dobrze się bawić. Jak każde marzenia, ich spełnienie wymagało od niej trochę wysiłku, którego nie lubiła podejmować. Znacie to? Chciałabym przebiec maraton, ale mi się nie chce trenować. I tak po szkole poszła na studia, gdzie bardzo dużo się uczyła, kilka razy gdzieś pojechała za granicę, ale to jeszcze nie było to. Zaraz po obronie miała możliwość, żeby wyjechać do USA, ale się bała, nie chciała jechać sama, uważała, że jak będzie miała z kim, to pojedzie. Dosyć szybko znalazła dobrze płatną pracę i faceta, który nie miał w sobie pasji podróży. Jej serce od czasu do czasu dawało o sobie znać: puk, puk, jedźmy gdzieś! Czas na wielką przygodę! Ale ona szybko tłumiła ten głos, bo było tyle bieżących spraw… A Tajlandia? Chiny? USA? Nie uciekną, jeszcze miała czas, żeby jechać.

Ten temat powraca jak bumerang. Chyba dlatego, że sami ciągle z nim walczymy. Praktycznie każdego dnia odkładamy jakąś czynność, sprawę na później, które albo nigdy nie następuje, albo następuje za kilka miesięcy. Paradoksalnie do napisania tego posta również zbieram się od dobrych kilku dni, bo nie mam weny ;)

Ostatnio zaczęłam bardzo mocno walczyć z tą prokrastynacją. Powoli zbliżam się do moich 25. urodzin i zdaję sobie sprawę, że właśnie teraz jest czas, żeby najwięcej pracować i walczyć o swoje marzenia. Za dużo razy przekładamy nasze cele na później. Na kiedy indziej. Jeszcze nie teraz. I o ile czasami faktycznie mamy ku temu dobre powody, to bardzo często ograniczają nas dwie sprawy: strach, albo lenistwo.

A ja mówię: dość! Jakie masz marzenie? Co chcesz osiągnąć? Co pragniesz zrobić? Zastanów się dobrze i KAŻDEGO DNIA zrób przynajmniej jedną rzecz, która przybliży Cię do celu. Konsekwentnie pracuj nas sobą. Bo czas leci i nim się obejrzysz, minie kolejny miesiąc, rok. Staram się łapać na tym, że gdy tylko przychodzi mi do głowy odłożenie czegoś na później, zadaję sobie pytania: czemu nie zrobić tego teraz, czy wykonanie tego zadania od razu wpłynie na mnie pozytywnie, czy odłożenie go na kiedy indziej wpłynie na mnie negatywnie. I wtedy zawsze od razu zabieram się do pracy.

Obecnie moją największą zmorą jest wstawanie wystarczająco wcześnie rano. Lubię takie leniwe poranki, gdzie mogę na spokojnie wypić kawę i popracować, gdy reszta domowników jeszcze śpi. Jednak na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy w ostatnim czasie udało mi się tak wcześnie wstać. Wiem, jakie błędy popełniam i każdego dnia nad nimi pracuję, jednak to jest ta kwestia, która sprawia mi najwięcej trudności. Wiem również, że już niebawem dojdę do takiego poziomu motywacji w mojej głowie, że wstawanie rano będzie przyjemnością.

Zauważyłam, że chyba najczęściej przekładanymi sprawami w dorosłym życiu jest ciąża i zmiana pracy. Na tą pierwszą nigdy nie jest dobry moment, zawsze coś chcemy jeszcze zrobić, gdzieś pojechać, poimprezować. A ta druga sprawia, że gorzkniejemy, przestajemy lubić swoją codzienność. Bo brakuje nam odwagi spróbować, czy da się inaczej: iść do pracy bez poczucia, że to smutny obowiązek. Mam wrażenie, że nam młodym brakuje takiego szaleństwa, spontaniczności, nie analizowania każdych aspektów. Od samego początku wpadamy w koleiny codzienności i nie potrafimy, albo co gorsza, nie chcemy się z nich uwolnić. Kiedy mamy być takimi życiowymi wariatami, jak nie teraz? Musimy próbować, działać i codziennie zrobić krok naprzód. Pewnie, trzeba pamiętać o konsekwencjach, ale wydaje mi się, że często je wyolbrzymiamy i za bardzo się ich boimy.

Historia przytoczona na początku wpisu jest zmyślona. Mam jednak wrażenie, że każdy z nas w pewnym stopniu się utożsamia z tą dziewczyną, prawda? Piszę ten post z perspektywą, że przed nami kolejne życiowe zmiany. I mimo, że znowu wywracamy wszystko totalnie do góry nogami, bardzo się z tego cieszę. Co Ty na to, żeby wziąć życie we własne ręce i realizować je po swojemu?

Dodaj komentarz

Close