TANIA SZWECJA

Żartowałam. Szwecja nie jest tania. To znaczy utrzymanie w Szwecji nie jest. Jedzenie i ubrania też nie. Ale jak wiadomo, trzeba sobie radzić na różne sposoby. Można kombinować, szukać przecen w sklepach, kupować trochę gorszej jakości produkty. I faktycznie, gdy w sklepach jest okres, że wszędzie widzimy napisy „REA”, to na prawdę można dorwać niedrogie rzeczy. Ale jest też jedna możliwość, jak zrobić spore zakupy za niewielką kwotę.  Można wybrać się na Loppies i tam dorwać całą masę mniej lub bardziej przydatnych rzeczy za grosze!

Loppies to miejsce, gdzie każdy może przyjść i wystawić swoje rzeczy na sprzedaż. Są dostępne dwie opcje – bardzo często jest organizowane na świeżym powietrzu, podjeżdżasz samochodem, płacisz wejściówkę i możesz rozłożyć swoje produkty. Wygląda to jak typowy polski ryneczek. Loopies organizowane są na przykład raz – dwa razy w miesiącu, niezależnie w różnych miejscach w Sztokholmie i okolicach. Jest też druga wersja – rynek organizowany jest codziennie, w stałym miejscu, pod zadaszeniem. Bardzo często musisz płacić za wejście, nawet jeśli chcesz coś kupić. My byliśmy na jednym takim „zamkniętym” loppies i wyglądał tragicznie. Jak taka nigdy niesprzątana piwnica zasypana gratami. Dlatego zdecydowanie bardziej wolimy opcję na świeżym powietrzu. 

W naszym ostatnim vlogu wspominam co nieco o Loppies – koniecznie obejrzyj :)

Nie jestem zwolenniczką kupowania rzeczy używanych. Nie chodzi o to, że zawsze muszę mieć wszystko nowe, ale jakoś nie praktykowałam nigdy chodzenia po secondhandach. Jednak zaczynam doceniać uroki i możliwości, jakie daje nam kupowanie rzeczy od innych. Pokażę Wam nasze łupy, a wydaliśmy na prawdę niewiele pieniędzy!! 

Na pierwszym stanowisku znaleźliśmy książeczki dla dzieci. Co prawda Emilka jeszcze jakoś nie jest zwolenniczką czytania, ale obrazki lubi oglądać. Książki są oczywiście w języku szwedzkim. No ale przecież uczymy się języka, a ona na co dzień słucha go w przedszkolu. Każda książka kosztowała po 10 kr – co daje nam około 4,5 zł/szt. 

img_6042 img_6056

Idąc dalej, naszą uwagę przyciągnęło kolejne stoisko. Pełno w nim było drobiazgów. Udało nam się upolować tam karty do gry w Piotrusia oraz torebkę na szyję dla Emilki. Karty są genialne również do nauki języka – przedstawiają nazwy zwierząt zarówno w języku szwedzkim i angielskim. A torebka? Emilka uwielbia bawić się takimi rzeczami. Każda z tych rzeczy kosztowała – uwaga! – po 1 koronie. Ale dziewczynka, która razem z tatą prowadziła stoisko, była tak radosna i sympatyczna, że zostawiliśmy jej 10 koron. Radość, którą jej sprawiliśmy była bezcenna. 

img_6030 img_6036 img_6027 img_6026

 

W Szwecji mieszka na prawdę dużo Polaków. Na tym loppies słyszeliśmy co chwilę, że ktoś mówi w naszym języku. I to nie tylko klienci, również sprzedający posługiwali się językiem polskim. I na takim jednym stoisku dostrzegliśmy małe gumowce. No dobra, nie są najpiękniejsze i najbardziej kobiece. I na dodatek za duże o dwa rozmiary. Ale są w idealnym stanie i kosztowały 10 koron!! A Emilce i tak się podobają :)

img_6019 img_6020

I już na koniec znaleźliśmy jeszcze jedną perełkę. Oczywiście wszystko w ramach nauki języka szwedzkiego. Przygody Emila przedstawione przez kultową Astrid Lindgren. Za jakiś czas, gdy Emilka będzie bardziej chętna na słuchanie czytanych przez nas książek, z pewnością poznamy co tam Emil wyczyniał. Cena – 25 koron (ok . 11 zł ) 

img_6071 img_6072

 

Musicie przyznać, że na prawdę się nie wykosztowaliśmy, a wszystko się przyda! Za całość zapłaciliśmy 75 koron – co daje nam około 34 zł. 
Lubicie szukać takich perełek?

img_6076

 

Dodaj komentarz

Close