SZUKAM SPOSOBU, A NIE POWODU

W ostatni weekend spędziliśmy jeden cudowny dzień w górach. Piszę o tym, bo jest to dla mnie coś osobiście wyjątkowego: to była pierwsza prawdziwa górska wycieczka Emilki. Nie chcę, żeby to był taki zwykły post z relacją ze spaceru. Chciałabym, żeby część z was się zainspirowała do wyjścia z domu i do nie rezygnowania ze swoich zainteresowań i marzeń.
Gdy zaszłam w ciążę, miałam z tyłu głowy, że po urodzeniu Emilki już nigdy nic nie będzie takie samo. Zmienię się ja i moje otoczenie. Chciałam jednak, żeby jedno pozostało niezmienne: dalej będę mogła realizować swoje sportowe pasje. Marcin od samego początku wiedział, jak ważna jest dla mnie samorealizacja i nigdy mnie od tego nie odciągał, a nawet sam bardzo mocno nad sobą pracował. I nadal pracuje, bo to wszystko jest niekończącym się procesem.
Minął miesiąc odkąd wróciliśmy ze Sztokholmu, a ja nadal nie stworzyłam okazji, żeby pójść w góry. Takie układanie życia na nowo jest kosmicznie pracochłonne. Nowa praca, nowe mieszkanie, zakupy i przede wszystkim zorganizowanie i poukładanie spraw i priorytetów kolejny raz, w jakby nie było, nowej rzeczywistości. Ostatecznie dogadałam się z koleżanką i padła decyzja: „najbliższą sobotę spędzamy w górach”. Szybko zorganizowałam nosidło (dziękuję Vanilla Island!)  i sprawdziłam pogodę.
Dla ludzi mieszkających w naszym mieście, Bielsku-Białej, takie wyjście na pobliskie wzgórza to nic nadzwyczajnego. Szlaki zaczynają się na terenie miasta, wystarczy tylko podjechać 10 min z centrum. Ale tak szczerze, ilu z was regularnie wybiera taką formę odpoczynku?
Wybór szlaku nie był trudny, chcieliśmy na pierwszy raz spróbować czegoś lekkiego, dlatego padło na najbardziej popularne góry w okolicy, czyli Dębowiec -> Szyndzielnię -> Klimczok. I faktycznie piękna pogoda zachęciła tłumy turystów.
Samą Emilkę już od kilku dni nakręcałam, że idziemy w góry i wydawała się być tym faktem na swój sposób mocno podjarana. W domu przetestowaliśmy nosidło, z którym nigdy nie miała wcześniej do czynienia i wyglądało na to, że jej się podoba. Na Dębowiec wyszła właściwie o własnych siłach, przez co chyba straciła energię na resztę dnia, bo niedługo po wejściu do nosidła po prostu zasnęła na około 40 minut. Później chciała trochę chodzić sama, ale ostatecznie większość wyprawy spędziła w nosidle podziwiając widoki i interesując się przyrodą.
Kurczę, nie było żadnych fajerwerków. Ot, taki zwyczajny wypad w góry. Ale to doświadczenie utwierdziło mnie w jednym przekonaniu. Żyjemy w czasach, kiedy już praktycznie na wszystko mamy gotowe rozwiązanie. I jeżeli chcemy się realizować, to tylko od nas zależy, czy będziemy szukać wymówek, czy rozwiązań.Doświadczenie dzielenia się pasją ze swoimi dziećmi uważam za jedną z najlepszych rzeczy w życiu. Wiadomo, że nic jej nie będziemy narzucać, jednak to cudowne uczucie widzieć, jak twoja córka cieszy się na wyjście na ściankę i ciągle powtarza, że chce się wspinać. Albo, jak ochoczo mówi, że chce iść z tatą na mecz ^^
Nie wyobrażam sobie życia w którym cały czas narzekam, że czegoś nie mogę zrobić. Gdy już się uprę i postanowię, że coś robię, to szukam sposobu, jak wcielić to w życie. Chociaż, jak już wiecie, sama realizacja tego pomysłu często zajmuje mi trochę czasu. Prosty przykład: tyle czasu odkładałam treningi biegowe, mówiąc, że nie mam kiedy już ćwiczyć. Oczywiście uważałam, że każdy dzień już mam maksymalnie wypełniony, a nocą boję się biegać sama. Zadałam sobie jednak pytanie, na które sama musiałam szczerze odpowiedzieć: „Ola, czy faktycznie chcesz biegać, czy tylko tak się wewnętrznie oszukujesz?”. Dopiero po takiej analizie doszłam do wniosku, że jedyny czas jaki mam to poranek, gdy reszta domowników jeszcze śpi. Ci, którzy oglądają instatories, wiedzą, jak ciężko mi przychodzi bieganie rano. Ale przecież ostatecznie szukam sposobu, a nie powodu.
A Ty?

2 komentarze

  • Kasia

    5 października 2017 at 8:44 am

    Cieszymy się bardzo, że nosidło się przydało! :) W temacie tego jak dzieci zmieniają życie i jak często wychodzimy w góry…Kiedy byliśmy jeszcze we dwójkę, chodziliśmy baaardzo rzadko, a teraz, jeśli maluchy nie chorują, to jesteśmy właściwie co tydzień :D Także zgadzam się zupełnie – dzieci zmieniają życie w ogromnym stopniu, nie ma już szans na przesypianie poranków i leniwe weekendy, a coś trzeba z tymi maluchami robić :D

    Odpowiedz
    • admin

      5 października 2017 at 11:05 am

      O tak! Już nie pamiętam, kiedy miałam ostatnio leniwy poranek, teraz tylko słyszę „mamo, wstań, chcę śniadanie!” :) Ale ma to swój piękny urok :) To niesamowite, jak dzieci mobilizują nas do aktywnego życia.
      Pozdrawiam i dużo zdrowia życzę!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Close