RODZINNE WSPINANIE – PIERWSZY WSPÓLNY WYJAZD

Jedziemy długo wąską asfaltową drogą, dookoła nas las, a w nim co chwilę pojawiają się ogromne głazy wyrastające jak grzyby po deszczu. Teraz są już całe porośnięte mchami. –Czemu nie możemy się tu wspinać, skoro jest ich tak dużo? – spytałam, –Bo to Polska i park narodowy i jest zakaz. – usłyszałam odpowiedź. Gdy dotarliśmy do starego domu, czyli na prawdziwy koniec świata, przed nami ukazał się przepiękny widok: ogromna zielona łąka, a w tle piękne pionowe skały, na których szczycie stoi oldschoolowe schronisko. Zza naszych pleców przybiega kolega i mówi: – nie śpimy dziś w namiocie, mamy cały strych dla siebie! I wtedy w Jej oczach pojawił się prawdziwy smutek i żal. Już od tygodnia rozmawialiśmy, że będziemy spać w namiocie, to miało być wydarzenie roku. Po krótkiej rozmowie i obejrzeniu naszego strychu, dochodzi jednak do wniosku, że też jest ok. Uff. Kamień z serca. Wychodzimy na pole, nareszcie możemy coś zjeść. Dotarliśmy do Przystanku Pasterki. To tu spędzamy dzisiejszą noc.

Dwa tygodnie wcześniej na jednym z treningów padło, że jedziemy większą ekipą na Boże Ciało wspinać się w góry stołowe. Świetne miejsce, byłam tam już nie raz. Nieśmiało pomyślałam, że może uda mi się przekonać Marcina, żebyśmy pojechali całą rodziną.. Bo wiecie, on tak na co dzień w ogóle się nie wspina. Ale widział, że mi zależało i w sumie dosyć chętnie się zgodził. Emilkę już cały tydzień nakręcałam, że będzie super, będziemy spać w namiocie i wspinać się po skałach. Zresztą, już ze mną kiedyś była, więc wiedziała o co chodzi. To cudowne, bo jeszcze kilka lat temu nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę jeździć w skały z całą rodziną i że nawet Marcin będzie się wspinał!

Dopóki nie zobaczyłam, jak inne dzieci bawią się w lesie, podczas gdy rodzice się wspinają, byłam trochę opornie nastawiona na wspólne wyjazdy. Ale już teraz wiem, że to jest fantastyczna forma spędzenia wolnego czasu. Wystarczy koc lub materac, kredki, kolorowanki, jakieś foremki i inne dzieciaki. Dawno nie widziałam Emilki takiej spokojnej i zrelaksowanej – cały wyjazd obył się bez płaczu i narzekania! Dzielnie się wspinała, chodziła po lesie i spędziła ponad 8 godzin w samochodzie w ciągu dwóch dni. A wieczorami było widać, że jest kosmicznie zmęczona, ale szczęśliwa… jak my wszyscy.

Bazą wypadową była Kudowa Zdrój – dosyć znane miasteczko na Dolnym Śląsku. Niestety w parku narodowym Gór Stołowych nie można się wspinać, więc trzeba przejść lasem do Czech do miasteczka Machov. Ilość skał porozrzucanych po lesie jest kosmicznie duża, każdy znajdzie coś dla siebie, na pewno. Gdyby ktoś szukał i potrzebował, tutaj możecie znaleźć dokładną topografię gdzie się wspinać :) Nocleg mieliśmy na w przepięknie zlokalizowanym schronisku – Pasterka. Polecam, gdy ktoś chce tak po prostu wypocząć.

Nasz wyjazd był również dobrym motywem, żeby nagrać kolejny vlog:

Jestem osobą, która stara się pokazywać, że fakt, że masz dziecko nie powinien sprawiać, że rezygnujemy z samorealizacji i spełniania swoich marzeń i celów. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że dziecko rośnie i dojrzewa w świadomości, że posiadanie pasji w życiu to podstawa, która nakręca cię do działania. A pokazywanie Emilce świata i jego różnych aspektów, jest dodatkowym atutem.

 

Dodaj komentarz

Close