O MOIM PODEJŚCIU DO BYCIA MATKĄ

W Internecie roi się od wpisów i artykułów na temat macierzyństwa – z jednej strony jest przedstawione jako cud, miód i orzeszki, nic tylko rodzić gromadkę dzieci, a z drugiej matki narzekają, że nie mają na nic czasu, wiecznie niewyspane, zagonione i wkurzone. I wiecie co? To i to jest prawdą. Bo ile ludzi, tyle historii. Każde dziecko jest inne i podejście każdej matki do swojej pociechy również się różni. Chodź, pokaże Ci, jak to wygląda u mnie…

img_0878

Wiadomość o ciąży przyszła do nas trochę niespodziewanie, w okresie, gdy bardzo mocno skupiliśmy się na rzeczach, których nie dało się pogodzić z byciem w tym stanie (czyt. mocne i częste treningi oraz równie mocne i częste imprezowanie). Ale gdy tylko otrzymaliśmy informację, wiadomo z wszystkiego zrezygnowaliśmy. Tak o, po prostu, chociaż nie mogę powiedzieć, że rezygnacja z treningów przyszła mi wtedy łatwo. Nie.

Nie licząc pierwszych trzech miesięcy, gdzie toaleta była moim drugim domem, ciąża przebiegła wzorcowo. Wszystko w porządku było i ze mną i z Emilką, czułam się bardzo dobrze, mimo rosnącego we mnie szkraba. Apetyt miałam zwykły, a nawet mniejszy niż wcześniej. Dlatego trochę myślę, że zachcianki w ciąży to efekt usprawiedliwienia nadprogramowych kilogramów. Bo chyba każdy ma czasem na coś ochotę, co nie? A że kobietka jest w ciąży, to ma oznaczać, że od razu facet musi lecieć w nocy na stację po czekoladę, lody i kiszonki? serio??

img_0851

Przez całe 9 miesięcy chyba specjalnie nie skupiałam się na tym, jak to będzie wszystko wyglądać przy porodzie i już po nim. To znaczy zastanawiałam się, ale nie analizowałam każdego aspektu szczegółowo. Wszystko w myśl zasady „zobaczymy, jak się ułoży, nie ma co planować”. Nie czytałam książek, jak opiekować się dzieckiem i jak je wychowywać.  Nie zastanawiałam się również, czy znajdę czas na realizowanie swoich pasji, bo wiedziałam, że tak. To znaczy przez całe 9 miesięcy uparcie sobie wmawiałam, że ten czas znajdę i tak też zrobiłam. Nie martwiłam się na zapas i w efekcie działałam bardzo intuicyjnie.

Życie tak się potoczyło, że w 9. miesiącu dalej musiałam turlać się do pracy przy ponad 30 st na zewnątrz. Ale dzięki Bogu mogłam sobie na to pozwolić przez dobre samopoczucie. W 6. miesiącu zaangażowaliśmy się również w projekt, który pochłaniał mnóstwo naszego czasu i energii (oprócz codziennej pracy na etacie!), także naprawdę narzuciłam sobie duże tempo.

img_0912

Gdy zawartość mojego brzucha już była na zewnątrz, siłą rzeczy musiałam zwolnić, przystopować. Mały człowieczek potrzebował mojej całkowitej uwagi i zaangażowania i ciężko było mi się przestawić, że ktoś jest ode mnie tak bardzo zależny. Ale wiecie co? Nie zrezygnowaliśmy z naszego dotychczasowego życia. Bardzo szybko wróciłam do regularnych treningów, jeździliśmy z Emilką na konferencje, spotykaliśmy się ze znajomymi – ale już nie na mieście, tylko na spokojnie u nas w domu. Nasze życie całkowicie się zmieniło, ale nigdy nie kręciło się tylko i wyłącznie wokół zupek, kupek i pieluszek. Nie analizowaliśmy godzinami, czy tak malutkie dziecko może spać na brzuchu, tylko je na nim kładliśmy. Nie zastanawialiśmy się, czy dziecko powinno spać w swoim łóżeczku, czy może razem z nami, tylko robiliśmy, jak było nam wygodniej. Nie budziliśmy jej na jedzenie o 15, ani na kąpiel o 19, bo nic się jej nie stanie, jeśli jesteśmy poza domem, a ona raz zaśnie nieumyta. I już prawie przez dwa lata spędzamy mnóstwo czasu razem (szczególnie ja i Emilka, bo wiadomo Marcin sporo pracuje) starając dobrze się przy tym bawić. Ale wiecie, E. nie jest wiecznie aniołkiem, a i ja mam ograniczoną cierpliwość – jesteśmy normalni.

img_0873

Na początku faktycznie ciężko było się przystosować do nowej osoby w rodzinie, ale pamiętajcie, że WSZYSTKO SIEDZI W NASZEJ GŁOWIE. Obiecałam sobie, że Emilka nigdy nie będzie dla mnie ograniczeniem w rozwijaniu siebie. A nawet więcej – jest ona jednym z powodów, dla których stale się rozwijam, trenuję, szkolę się. Gdy tylko nie mam jej z kim zostawić, kombinuję, co mogę zrobić razem z nią – biegać z wózkiem, czy słuchać głośno nagrań w obcym języku. Ale przede wszystkim bawimy się zwyczajnie, bez żadnych „udziwnień”. Bywają również dni, kiedy zasypiam wcześniej niż moja córka. Ot, zwyczajnie padam ze zmęczenia. I to również jest czasem normalne.

Ktoś powie: „z moim dzieckiem tak się nie da”, a ja powiem: „skąd wiesz, jeśli nawet nie spróbowałaś?”. Jest tyle matek, które, gdy ich dzieci były malutkie, pozakładały firmy, działając z domu. I udało im się! Nawet mając więcej niż jedną pociechę pod opieką.  Nie patrzmy na nasze dzieci, jakby były wymówką, że nie możemy czegoś zrobić, tylko jak na motywację do działania.

img_0866

Bardzo mnie zastanawia, jakie wy macie podejście do rodzicielstwa w ogóle? Jak działacie ze swoimi dziećmi lub jak planujecie robić to w przyszłości? Ciekawa jestem waszych opinii i sugestii!

Pamiętajcie, że wszystkie wasze komentarze i udostępnienia dają mi ogromną dawkę motywacji i poczucie, że to, co robię, ma sens. Daj mi koniecznie znać, jeśli ta treść była dla Ciebie przydatna lub wartościowa. Będzie mi bardzo miło, jeśli poświęcisz minutę i skomentujesz lub udostępnisz ten post. :)

Jesteśmy obecni również na YouTubie i w każdą środę publikujemy nowy vlog, natomiast na Instagramie codziennie wrzucamy inspirujące zdjęcia oraz urywki z naszego życia na InstaStories.

Pozdrawiam!

 

2 komentarze

  • Kinga

    31 marca 2017 at 3:50 pm

    Moim zdaniem najlepsze jest kolokwialne podejście „bez spiny”. Nie jesteśmy nadczłowiekami, nie mozemy przewidzieć przyszłości, nie możemy działać w przód nie wiedząc co nam los przyniesie. Tak podchodzę do tego ja, jestem w ciąży i podobnie jak Ty, nie rozmyslam, nie planuję, w glowie mam ułożony podstawowy plan, bo bez niego bym oszalala, ale nie trzymam sie go kurczowo, bo wiem, ze los płata figle i lubi mącić, także jestem zdania by na bieżąco być czujnym i odpowiedzialnym. Super wpis :-)

    Odpowiedz
    • admin

      31 marca 2017 at 5:10 pm

      Kinga, dziękuje! spotkałam wiele mam, które miały całkiem inne podejście, o wszystko się martwiły, planowały dokładnie każdy szczegół. Ja bym tak nie potrafiła i moim zdaniem lepiej się żyje bez takiego martwienia się na zapas! Trzymam kciuki, żeby wszystko u Ciebie poszło łatwo i sprawnie :) powodzenia :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Close