MAŁY WYMUSZACZ, CZYLI PŁACZ SPOSOBEM NA ZACHCIANKI

Znacie taką sytuację? W sklepie 3-4 letnie dziecko uznaje, że mama musi mu kupić misia. Najpierw prosi i się uśmiecha, potem zaczyna głośniej mówić, krzyczeć, lekko płakać, mocno płakać, wrzeszczeć na mamę. Gdy ta oznajmia, że idzie bez niego, to kładzie się na podłodze i krzyczy wniebogłosy. Całość ma 2 zakończenia, albo mama się ugina i kupuje dziecku kolejnego zbędnego misia, którym ten pobawi się 3 razy i zostawi, albo wynosi na rękach płaczące dziecko, nie kończąc zakupów, bo nie ma jak.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ dzieci są świetnymi manipulatorami, którzy dokładnie wiedzą jak wpłynąć na rodziców. Uczą się tego od momentu urodzenia. Na początku nie rozumieją co do nich mówimy, więc wszystko odczytują z naszego tonu głosu, gestykulacji, mimiki twarzy. Uczą się kiedy mogą coś robić, a kiedy nie. Z czasem świetnie potrafią rozpoznać gdzie jest granica, której nie mogą przekroczyć. Więcej. Potrafią tą granicę przesuwać na swoją korzyść. Robią to stopniowo, bezwiednie, niezauważalnie dla nas i dla siebie, ale robią. Naszą rolą jest, żeby to wychwycić i w porę reagować.

IMG_2969

Inna sytuacja. Gdy Emilka miała około 8 miesięcy siedziała sobie na podłodze i grzecznie się bawiła. Ja siedziałem obok i jej pilnowałem. Nagle bez jakiegokolwiek powodu zaczęła płakać. Tak po prostu zaczęła płakać i wyciągać rączki w moim kierunku, żebym ją podniósł. Normalną reakcją jest wzięcie dziecka na ręce. Przecież płacze! Popatrzyłem na nią i nie zrobiłem kompletnie nic. Możecie powiedzieć, że fatalny rodzic. Ale po mniej niż 10 sekundach Emilka przestała płakać i wróciła do zabawy. Tak samo jak bez powodu zaczęła płakać, tak samo bez żadnej reakcji z mojej strony przestała płakać. Po około 2 minutach znowu to samo, Emilka nagle zaczęła płakać, ale że nie zareagowałem po chwili przestała. 

To był właśnie moment przesuwania granicy. Dziecko wie, że jak zaczyna płakać, to rodzic od razu reaguje. Zazwyczaj płacz jest czymś spowodowany. Bobas się przestraszył, uderzył, wywrócił, jest głodny itd. Wtedy naturalną reakcją jest wzięcie go na ręce. Ale nie zawsze. Problem jest w tym, żeby dobrze rozpoznać kiedy dziecku coś się dzieje, a kiedy po prostu ma jakiś kaprys i chce na nas coś wymusić. Tamta sytuacja była łatwa do rozpoznania, ale z czasem dziecko znajduje coraz bardziej wyszukane sposoby na przejęcie nad nami kontroli.

IMG_2992

Emilka bardzo lubi bawić się kluczykami. Jak je dorwie to ma zabawę na blisko 5 minut. Jak chcemy je jej zabrać to czasem się z tym godzi i szuka nowej zabawki, a czasem się nie godzi i trzyma tak mocno, że ciężko jest je wyjąć z jej małych rączek. Jak się je weźmie to zaczyna płakać. Nie dzieje się jej żadna krzywda. Nic ją nie boli itd. Po prostu zabieramy jej „zabawkę” i się buntuje. W takiej sytuacji dużo rodziców ulega „no bo płacze, to niech się bawi”. Dajemy mu kluczyki. Dziecko się uspokaja, a my mamy problem z głowy. Krótkofalowo tak, ale gdy taka sytuacja często się powtarza, to po kilku latach mamy sytuację z początku wpisu, bo dziecko wie, że płaczem może wszystko na rodzicach wymusić.

Jakiś czas temu byliśmy u znajomych i na stole leżały prażynki. Ich 10 miesięczna córka chodziła koło stolika i zjadła jednego. Rodzice gdy to zauważyli najpierw się przejęli, bo uznali, że to nie do końca zdrowe, ale uznali, że jak zje 2 to się nic nie stanie. Więc powiedzieli, że może jeszcze tylko jednego. Gdy zjadła poszła, ale po chwili wróciła i jak nikt nie patrzył to zjadła kolejnego, potem kolejnego. Gdy mama powiedziała, że już dosyć i więcej nie dostatnie, to dziecko zaczęło płakać, czym wytargowało sobie jeszcze kilka „ostatnich” prażynek. W sumie to 4 razy mama mówiła „nie” ale gdy dziecko zaczęło płakać to jednak jej dawała.

img_2923

Rozumiecie o co chodzi w tej „niewinnej” sytuacji? Dziecko uczy się, ze gdy mama mówi „nie” to wystarczy zacząć płakać i „nie” zamieni się na „tak”. Tak po prostu. Jeżeli dziecko w tak prostej sytuacji nauczy się, że płaczem może załatwić wszystko, to zostaje tylko krok do sytuacji z początku wpisu. 

Nie zrozumcie mnie źle. Nie chodzi o to, żeby wprowadzić w domu wojskowy rygor, ale żeby jasno nakreślić granice, których dziecko nie może przekraczać. Ale to my musimy również zawsze się ich trzymać. Nie ma nic gorszego niż rodzic, który nie jest konsekwentny w stosunku do dziecka.

A wy jak radzicie sobie w takich sytuacjach? 

IMG_2951 IMG_3001

IMG_2973  IMG_2877 IMG_2894 IMG_2908

 

Dodaj komentarz

Close