KOBIETA BEZ GRANIC: MARTYNA WOJCIECHOWSKA

Są na świecie tacy ludzie, którzy nigdy się nie poddają i żyją życiem, jakie sobie wymarzyli. Przekraczają granice, robią rzeczy pozornie niemożliwe, pokazują innym, że jeśli włożysz trochę wysiłku, to możesz osiągnąć wszystko. Nasz kolejny gość jest perfekcyjnym przykładem takiej osoby. Zdobyła Koronę Ziemi, na Mount Everest weszła 1,5 roku po złamaniu kręgosłupa, realizuje program „Kobieta na krańcu świata” dzięki któremu zwiedziła niezwykłe zakątki świata, jest redaktor naczelną magazynu National Geographic, a do tego bardzo sympatyczną i radosną kobietą. Codziennie motywuje innych swoją postawą i nie jedna osoba zmieniła życie dzięki niej. Zachęcam, żebyście wzięli kubek ciepłej herbaty i przeczytali rozmowę z Martyną Wojciechowską

Wielokrotnie powtarzasz, że siłę i wytrwałość czerpiesz z wewnątrz. Dlaczego tak wiele ludzi nie spełnia swoich marzeń? Zaczynają działać, ale przestają przed osiągnięciem celu.

Myślę, że wiele osób nie spełnia swoich marzeń dlatego, że zostają tylko i wyłącznie marzycielami. Bo od marzeń wszystko się zaczyna, ale na samym snuciu planów realizacja marzeń się nie kończy! Trzeba przekuć jeszcze w czyn, a do tego potrzeba znacznie więcej – wyobraźni, determinacji, uporu. Tylko wtedy można stać się człowiekiem czynu a nie tylko marzycielem, który karmi się wizją, co to by zrobił gdyby… No właśnie, gdyby co? Bo co nam jest potrzebne, żeby marzenia spełniać? Kiedy przypominam sobie większość projektów, które sobie wymyśliłam, to nie było żadnych obiektywnych przesłanek świadczących o tym, że plan się powiedzie. Ale postanowiłam całą resztę świata dopasować tak, żeby moje marzenie się ziściło. Na przykład wyprawa na Mt Everest- góra nie jest może najtrudniejsza, ani najbardziej wymagająca, ale za to najwyższa, co samo w sobie jest dużą trudnością. Myślę, że potencjalnie większość ludzi, którzy są sprawni fizycznie byłoby w stanie to zrobić, ale potrzeba do tego: konkretnego treningu wydolnościowego, znajomości sprzętu i technik wspinaczkowych… Trzeba też na to wszystko umieć zebrać środki. Niezależnie od tego czy chcesz jechać sama, czy zorganizować wyprawę w pojedynkę, to zawsze potrzebni są ludzie, którzy cię wesprą. I ci, którzy mają zdolność gromadzenia wokół swojej idei innych – z reguły są w stanie osiągnąć najwięcej. Każda rzecz na świecie jest do zrobienia jeśli poświęci się na to wystarczająco dużo czasu, energii, zapału czy pieniędzy. Możemy osiągnąć wszystko.

Czy można się nauczyć konsekwencji, wytrwałości, odwagi, czy to jest coś, z czym się rodzimy? W jaki sposób się tego nauczyć?

Są osoby, które mają skłonność do metodycznego działania i myślę, że akurat do takich osób należę – odkąd pamiętam, taka byłam. Ale nie jest to warunek konieczny, bo konsekwencja to coś, co można też wypracować. Jeśli ktoś jest chaotyczny i nieuporządkowany, to sugeruję, żeby robić sobie plan, listę „do czego zmierzam”. Potem cele należy rozłożyć na poszczególne etapy i zrobić tak zwane „punkty kontrolne”. Czyli sprawdzać już nawet nie co miesiąc, tylko co tydzień lub każdego dnia, co zrobiłam. Odpowiedzieć sobie na pytanie „Czy dzisiaj zrobiłam chociaż jeden krok, który przybliża mnie do realizacji mojego marzenia?”. To tak, jak z tym tekstem, który mam wytatuowany na ręce: „Even the longest journey begins with a single step”, czyli „Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od jednego kroku.” I właśnie o to chodzi – żeby każdego dnia robić ten jeden krok do przodu. On się wydaje mały w skali całego projektu, ale na tym to właśnie polega.

IMG_0001

Mamy dziewięciomiesięczną córkę – na czym skupić się przy wychowywaniu dziecka, aby nauczyć je tej konsekwencji, odwagi? Żeby odpowiednio przygotować je do ciekawego życia?

Wydaje mi się, że czasami odpuszczamy dzieciom, bo tak jest nam wygodniej. Nie mówię, że wszystko ma być sztywno ustalone, bo przy wychowywaniu dziecka to utopia i zapewne odebrałoby całą radość rodzicielstwa. Ale warto pamiętać, że wychowujemy dzieci dając im przykład, a nie opowiadając o tym jak należy postępować. Kiedy mówię do córki: „Marysiu, czy ja kiedykolwiek cię zawiodłam? Czy nie dotrzymałam słowa? Czy jak się na coś umówiłyśmy to było inaczej?”- to Ona w pełni szczerze może powiedzieć, że to się nie zdarza. I sama stara się dotrzymywać słowa, robić to, na co się umówiłyśmy. Myślę, że jako siedmiolatka zaczyna już mieć tego świadomość, ale wy przy dziewięciomiesięcznym dziecku macie jeszcze trochę czasu :-)

Czy masz jakieś codzienne nawyki, które pielęgnujesz, które prowadzą Cię do sukcesu? Albo negatywne nad którymi pracujesz?

Nie powiedziałabym, że nawykiem, ale ważnym elementem mojego życia i mojego dnia jest… śniadanie, które w domu rodzinnym jadłam zawsze z rodzicami i postanowiłam tę tradycję kultywować. Dopóki nie usiądziemy wszyscy przy stole i nie pobędziemy choć chwilę dając sobie dobrą energię na cały dzień, to nie rozchodzimy się do swoich zajęć. Zawsze pracuję z listami zadań, które spisuję i sprawdzam co zrobiłam w ciągu dnia. Komuś, kto nie korzystał z tego typu rozwiązań, może to się wydawać sztywne, nudne i męczące, ale w długim okresie z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że to jest skuteczna droga do sukcesu. Dzień wcześniej spisuję sobie co mam zrobić, jeśli czegoś nie zrobiłam, to przepisuję to zadanie na kolejny dzień. Ważne też, żeby nie wpisywać sobie za dużo planów na raz i myśleć realnie, bo bardzo łatwo się można sfrustrować. Ale większość ludzi, którzy osiągnęli w życiu sukces, to właśnie dzięki takiej metodycznej pracy.

IMG_0008
Jak wygląda Twój zwykły dzień w Warszawie?

Cały urok mojego życia polega właściwie na tym, że ja nie mam dwóch identycznych dni i to jest ogromny przywilej. Raz jestem w Warszawie, robię śniadanie, wiozę Marysię do szkoły, jadę do biura i wykonuję wszystkie pozornie zwyczajne czynności, które sprawiają, że co miesiąc ukazuje się niezwykły magazyn National Geographic. Albo jadę do TVNu, sprawdzam dokumentację i przygotowujemy kolejne odcinki programu „Kobieta na krańcu świata”. Ale już następnego dnia mogę się spakować i polecieć do Afryki na zdjęcia i to właśnie dzięki tej zmienności utrzymuję balans. Gdyby moje życie składało się tylko z pracy biurowej, albo gdybym tylko była w drodze, to pewnie nie osiągałabym takiego zadowolenia z życia, jakie mam teraz.

 Ludzie, gdy są dziećmi, bardzo dużo marzą. Ale wraz z wiekiem się to zmienia. Marzenia stają się abstrakcją, czymś nierealnym. Dlaczego tak jest? Co zrobić, żeby zachować w sobie tę cząstkę dziecka?

Z czasem zaczynamy coraz bardziej racjonalizować nasze życie. A ja wierzę, że żeby pewne rzeczy zrobić to trzeba mieć w sobie dużo z natury dziecka, takiej niezachwianej wiary, że to właśnie nam uda się wszystko zrealizować, że jedyne co nas ogranicza to własna wyobraźnia.


Czy to jest naiwność?

To nie naiwność tylko wyobraźnia! Bo potem, jak mówiłam, żeby wdrożyć marzenia w życie, potrzeba dużo determinacji. Ale ja wciąż pozwalam sobie na wymyślanie rzeczy dla innych pozornie abstrakcyjne. Jak już powiem, co wymyśliłam i podzielę się tym z innymi, to potem z reguły udaje mi się to wcielić w życie, choćby dlatego, że głupio mi będzie, gdy ktoś mnie zapyta, „jak tam realizacja twojego planu?”, a ja powiem, że nic w tej sprawie nie zrobiłam. To jest taka moja technika, którą nazywam „zakładnik własnych marzeń”. Rozwijanie wyobraźni, pozwalanie sobie na snucie czasem szalonych planów, to jest na prawdę ważny element planowania wypraw przez wszystkich wielkich podróżników i eksploratorów. Z kimkolwiek nie rozmawiam, z ludźmi, którzy zrobili rzeczy niezwykłe tak, jak Krzysztof Wielicki, który zdobył wszystkie 14 ośmiotysięczników, czy Olek Doba, który wsiadł w kajak i przepłynął ocean. To nie jest tak, że oni coś zrobili PO PROSTU. Obaj mają fantazję i wyobraźnię dziecka, ale też niezwykły upór w dążeniu do celu.

everest
fot. Facebook Martyny
Jaką rolę w życiu odgrywa mentor? Czy masz obecnie mentora, wiem, że był nim Artur Hajzer?

Artur Hajzer był najważniejszym dla mnie mentorem, trenerem i najlepszym przyjacielem. Na jego radach opierałam większość decyzji związanych nie tylko z górami, ale w ogóle z przygotowywaniem fizycznym i psychicznym do wyjazdów. Właściwie w każdej dziedzinie mam osobę, która jest dla mnie autorytetem. W temacie podróżniczym to na pewno Elżbieta Dzikowska, która jest niezwykle serdeczną i życzliwą osobą, mogę liczyć na jej szczerą opinię po emisji każdego mojego programu czy filmu. W dziedzinie fotografii autorytetem jest dla mnie Tomasz Tomaszewski. Olek Doba jest chyba dla nas wszystkich mentorem w dziedzinie robienia rzeczy szalonych i niezwykłych. Mam bardzo duży szacunek dla wiedzy, doświadczenia osób, które zrobiły coś niezwykłego i staram się od nich uczyć najwięcej jak się da.

Kluczem do sukcesu jest również ciężka praca. Ile godzin dziennie pracujesz?

Nie wiem, ile pracuję, ponieważ nawet nie wiem gdzie kończy się moja praca a zaczyna pasja. I to właśnie jest najlepsze! „Zrób ze swojej pasji swoją pracę, a nie będziesz musiał przepracować ani jednego dnia!” – mówi znane powiedzenie. Ja mam przeświadczenie, że robię po prostu to, co kocham i wtedy nawet trudno wnioskować o urlop :-) Mogę powiedzieć, że należę do tych szczęściarzy, którzy realizują swoje pasje i udaje im się nawet z tego żyć, ale nie zawsze tak było, bo najpierw trzeba sporo zainwestować. I to taka rada dla młodych ludzi, żeby nie oczekiwali, że ktoś będzie za ich marzenia płacił, bo tak w życiu nie jest.

IMG_9989
Co, jako matka, powiedziałabyś kobietom, które tak zachłysnęły się macierzyństwem, że przestały realizować swoje pasje? Czy uważasz, że to dobre?

Nie ma reguły. Są kobiety, które odnajdują się w stu procentach w macierzyństwie i to jest realizacja największego powołania ich życia. I chwała im za to! Znam bardzo wiele dziewczyn, które były szalone, zwariowane, nic innego nie robiły, tylko jeździły na eskapady i prowadziły niezwykle ryzykowne życie pełne codziennych zwrotów akcji, ale nagle okazało się, że wychowywanie dzieci jest tym, co daje im prawdziwe szczęście. Moja mama na przykład jest stuprocentową, bardzo spełnioną i zadowoloną z siebie oraz z życia gospodynią domową i nigdy nie miałam wrażenia, że czuje się z tego powodu nieszczęśliwa. Ważne jest jak kobieta czuje się ze swoim wyborem – czy decyduje się na coś, bo faktycznie tego chce czy uważa, że tak„powinna” postąpić, że inni tego od niej oczekują? Kiedy urodziłam Marysię, miałam moment zawahania. Byłam przytłoczona nowymi obowiązkami, po porodzie trudno czuć się rewelacyjnie i być w szczycie formy. Trudno też sobie wyobrazić, że któregoś dnia to się może zmienić. Miałam więc taki okres, który był dla mnie bardzo trudny, tak jak zresztą dla większości kobiet, choć nie każda chce się do tego przyznać. A szkoda, dziewczyny! Bo naprawdę musimy się dzielić także takimi doświadczeniami – po to, żeby innym też było łatwiej. Zaczęłam więc głośno mówić o tym, że nie zalewają mnie tylko i wyłącznie fale szczęścia, że odczuwam strach, czy jeszcze będę mogła żyć tak, jakbym chciała. Kiedy Marysia miała osiem miesięcy, postanowiłam, że wracam do realizacji moich pasji. Z dużym niepokojem wyjeżdżałam na wyprawę na Antarktydę żeby wspiąć się na szósty szczyt w Koronie Ziemi. I dopiero po zakończeniu tego projektu mogłam powiedzieć, że zrozumiałam, czym jest rola matki, ale z drugiej strony poczułam, że dalej mogę być Martyną i robić to, co kocham najbardziej. I, że da się to pogodzić, choć jest to piekielnie trudne – przyznaję.

 
Czy jest jakiś kraj, którego nie odwiedziłaś, a bardzo byś chciała?

Czasami moje dziecko mnie pyta, czy już zwiedziłam cały świat, a ja wtedy mówię, że nie ma takiej osoby i życia mi nie wystarczy. Ale z reguły jeśli gdzieś nie byłam, a bardzo chcę odwiedzić dane miejsce to jest to kierunek moich wyjazdów z kolejnym sezonem programu „Kobiety na krańcu świata”. Nie ukrywam, że wiele marzeń właśnie tak spełniłam. O czym teraz myślę? Madagaskar. Nie tylko dlatego, że „Madagaskar” to mój i Maryśki ukochany film, ale to jest jedno z bardziej dzikich miejsc, jeśli chodzi o przyrodę. Chciałabym pojechać do Kongo, mam tam wyjątkowy temat, który zamierzam realizować. Nie byłam w Nowej Zelandii czy na Jamajce… Ale są też kraje do których wracam regularnie takie, jak Indie, czy cała wschodnia i południowa Afryka, gdzie byłam właściwie -naście razy. Najważniejsze jest jednak to, że ja nie jeżdżę do miejsc, tylko do ludzi. A ponieważ jest nas na świecie 7 miliardów to potencjalnie mam właśnie tyle historii do sfilmowania i opisania :-)

980077_10156714823955565_1573196378809951232_o
fot. Facebook Martyny

A jak wyglądałby Twój idealny dzień? Gdzie byś go spędziła, z kim, co byś robiła? Może już miałaś taki dzień, który był idealny?

Miałam wiele idealnych dni. Tak jak na planie programu „Kobieta na krańcu świata” w Kambodży – wstawaliśmy o godzinie 3:00 żeby o 3:30 wsiąść do samochodu terenowego i ruszyć na plan zdjęciowy na pola minowe. Potem zakładałam mundur, kamizelkę odłamkoodporną, hełm z szybą, która też miała chronić moją twarz przed ewentualnym wybuchem. Spędzałam cały dzień realizując kolejny film dokumentalny, tym razem o minach przeciwpiechotnych w tym kraju. Z jednej strony czułam się zadowolona i szczęśliwa, bo byłam w pracy, którą uwielbiam, ale z drugiej strony ważne dla mnie było to, że mówiłam o temacie, który należy nagłaśniać – w samej Kambodży pod ziemią leży jeszcze sześć milionów min przeciwpiechotnych. Takie chwile, a mogłabym ich oczywiście wymienić mnóstwo, sprawiają, że czuję się szczęśliwa, że to jest idealny dzień… Ale wtedy brakuje mi bliskości dziecka, bo jestem tysiące kilometrów od domu. Wiem jednak, że szybko wrócę do Polski i spędzę cały dzień z Marysią -będziemy leżeć na hamaku, popijać lemoniadę i grać w chińczyka.I też będzie cudownie!

Ludzie, którzy większość dnia spędzają na oglądaniu TV, albo ślepym przeglądaniu Internetu, narzekają, że nie mają na nic czasu. W jaki sposób Ty organizujesz swój kalendarz, że jesteś w stanie wykonać tyle rzeczy? Jak się zorganizować, żeby zrobić mnóstwo rzeczy w ciągu dnia?

Po prostu sobie nie odpuszczać. Nie wynajdować tłumaczeń i nie usprawiedliwiać się ciągle, dlaczego czegoś nie mogę zrobić, bo naprawdę dużo czasu upływa nam na wymyślaniu przeróżnych usprawiedliwień, żeby nie zrealizować marzeń – wiele można znaleźć przeszkód, bo pieniądze, bo dziecko, bo rodzina, bo odpowiedzialność…Więc mniej gadać, tylko robić! Raczej bym powiedziała, że dziwię się ludziom, którzy mają odwagę marnować swój czas, bo przecież mamy tylko jedno życie! Myśl, że z mojej puli mi czasu ubywa, sprawia, że ja po prostu nie mam odwagi nie wykorzystać go na sto procent.

IMG_9995

Czy zdarza Ci się obejrzeć jakiś lekki film, przeczytać nie podróżniczą książkę?

Zwykle czytam dużo książek reporterskich i oglądam filmy dokumentalne, ale jestem też na bieżąco w filmach dla dzieci, bo staram się chodzić na wszystkie nowości kinowe z córką. Od czasu do czasu głowie potrzebny mi jest „reset”. Tylko, że ja akurat nie odpoczywam przed telewizorem tylko wchodzę sobie na szczyt Skrzycznego, popatrzę na Beskidy… I to jest ten moment, kiedy odpoczywam najlepiej.

Jakie marzenie widnieje obecnie na Twoim horyzoncie?

Mam do zrealizowania pewnie kolejnych sto filmów dokumentalnych, kilka gór do zdobycia i jeszcze więcej wypraw do zorganizowania. Ale przede wszystkim chciałabym pokazać mojemu dziecku świat, więc marzę żeby ruszyć z Maryśką w drogę i przekazać Jej całą moją wiedzę!

I tego Ci życzę. Dziękuję za rozmowę. Dzięki temu spotkaniu, uwierzyłam, że niemożliwe nie istnieje.

Zobaczymy, czy będziecie wcielać to w życie :-)

Rozmowa z Martyną jest trzecim wywiadem z serii „Kobieta bez granic”. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Klaudią Szczęsną – mamą trójki dzieci, która zachęca inne mamy do zrzucenia kilogramów po ciąży i na własnym przykładzie pokazuje, że jest to możliwe, oraz z Dorotą Łabą – ultramaratonką, która przekracza granice fizycznego i psychicznego zmęczenia. 

fot. Carolowa

Znasz kogoś, kto inspiruje swoją pasją lub życiem? A może sam prowadzisz ciekawy tryb życia? Daj nam koniecznie znać, chętnie usłyszymy Twoją historię i pokażemy ją dalej! :)

 

 

 

 

One Comment

Dodaj komentarz

Close