KOBIETA BEZ GRANIC – EWELINA WARCHOŁ

Spotykamy się w lokalnej kawiarni. Ewelina zamawia kawę i pyta czy są jakieś ciasta bez cukru, muszę się pilnować – mówi. Kojarzę ją jeszcze ze szkoły, ale wtedy chyba faktycznie każdy ją „kojarzył”. Później gdzieś mi mignęła na Facebooku, a właściwie jej zdjęcie przed i już po odchudzaniu. Pomyślałam wtedy: „wow, kawał dobrej roboty!„. Tak się złożyło, że nasze drogi się zeszły i na co dzień razem pracujemy. Musiałam wykorzystać tę szansę i wypytałam Ewelinę o ewolucję, którą przeszła.

Kochane, zapraszam Was na niezwykły wywiad pełen uporu, determinacji i spełnionych marzeń. Mam nadzieję, że będzie on inspiracją dla wielu z Was, nie tylko w kwestii odchudzania, ale realizowania marzeń w ogóle. Przygotujcie sobie proszę coś pysznego do picia i zapraszam do lektury!

W serii KOBIETA BEZ GRANIC ukazały się również inne wywiady:

Martyna Wojciechowska – o podróżach, pasji, samospełnieniu
Klaudia Szczęsna – o odchudzaniu i aktywnym trybie życia przy trójce dzieci
Dorota Łaba – o wytrwałości, dyscyplinie i bieganiu ultra
Agnieszka Gaweł – o podróżach, również w pojedynkę – zawiera konkretne i sprawdzone informacje
Asia Uszok – o rozwijaniu nietypowego biznesu, determinacji i życiu pełnym pasji
Kasia Adamczyk-Tomiak – o podróży dookoła świata oraz o podróżach z dziećmi

 

Z jakiej wagi startowałaś?

Moja waga startowa taka największa jaką pamiętam to było 110 kg. – na przełomie gimnazjum i liceum.  Później mogło być więcej, ale nie kontrolowałam tego, bo każde stanięcie na wadze to był dla mnie szok.

Jak to wszystko się zaczęło? Żadne dziecko nie rodzi się od razu z nadwagą…

Dokładnie. I ja też urodziłam się z prawidłową wagą, chociaż dosyć dużym wzrostem. U mnie problemu zaczęły się około drugiego – trzeciego roku życia. Wtedy bardzo dużo chorowałam na różne alergie: byłam uczulona na białko mleka krowiego, na pszenicę i jeszcze na kilka innych rzeczy. Wtedy medycyna inaczej podchodziła do alergii dzieci, więc byłam szpikowana lekami. Jednymi, drugimi, trzecimi..powodowały one nasilone zbieranie wody w organizmie, duży apetyt, ospałość. Profilaktyki wtedy nie było. Po jakimś czasie trafiłam w końcu na mądrą lekarkę , która stwierdziła, żeby zamiast tych wszystkich leków zacząć wprowadzać mi zdrową dietę – jeść produkty, które mnie nie uczulają i powoli rozszerzać dietę o kolejne rzeczy. Jak przestałam brać leki na alergie miałam około 5-6 lat. No ale ta nadwaga, która już się nagromadziła wcześniej, została. Ja lubiłam jeść, zawsze dużo jadłam. Rodzice podchodzili do tego, że fajnie, bo dziecko wszystko je. W mojej rodzinie, szczególnie od strony mamy, też zawsze była nadwaga .. to było naturalne, mówili: a, wyrośnie z tego. Tylko, że im dalej z wiekiem, ta waga rosła, bo rodzice nie przykładali uwagi do tego, jak się odżywiam. Nawarstwiło się wiele czynników na siebie.

Jak to było u Ciebie? Wielokrotnie próbowałaś się odchudzać?

Raczej nie próbowałam wcześniej jakoś specjalnie się odchudzać. Żyłam po prostu ze świadomością, że jestem gruba i im byłam coraz starsza tym bardziej to rozumiałam. Jako dziecko nie za bardzo mi to przeszkadzało. Ze strony dalszej rodziny były jakieś dogadywanki, ale wtedy nie bardzo sobie z tego zdawałam sprawę, albo się buntowałam, że wcale tak nie jest. Ale im bardziej wchodziłam w wiek nastoletni, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że coraz mocniej odstaję od rówieśników. I chociaż byłabym niewiadomo jak świetna, szalona i wyluzowana, to zawsze będę postrzegana przez pryzmat tego, że jestem gruba. Z drugiej strony zawsze byłam też bardzo wrażliwą osobą, więc im byłam starsza, tym bardziej mnie to bolało. Im bardziej chciałam wejść w jakąś grupę rówieśniczą, tym bardziej byłam spychana na bok i wtedy zamykałam się w sobie. I tak zaczęła się lawina problemów emocjonalnych.

Co było momentem przełomowym, kiedy powiedziałaś: koniec! Walczę o siebie! ?

To już było liceum, a ja byłam właściwie w depresji.. to był strasznie ciężki czas dla mnie. Miałam za sobą już jedną terapię u psychologa dziecięcego. To było śmieszne, bo pierwszy psycholog do którego poszłam jako czternastolatka powiedział mojej mamie, że cały problem jest w tym, że pewnie jestem satanistką, bo maluje paznokcie na czarno. Ale faktycznie.. był taki konkretny moment. To było wtedy, kiedy po pierwsze: opuściłam się w nauce – miałam strasznie dużo zagrożeń w szkole i nie wiedziałam, jak się z tego wygrzebię; po drugie: miałam za sobą nieszczęśliwą miłość – nie mogłam nic na nią poradzić, facet mnie nie chciał, bo po prostu byłam gruba. Mogłam być tylko koleżanką, co zawsze mnie bardzo bolało, bo się mocno angażowałam. Będąc na spacerze z mamą, powiedziałam sobie: kurde, dość. Bo to nie może tak wyglądać, bo to nie jest tak, że jestem aż taka beznadziejna. Pomyślałam, że pewnie jest coś, co mogę zmienić, a główną rzeczą była waga. Blokowała mnie, bo ja sama siebie nie akceptowałam oraz blokowała  innych, żeby się do mnie zbliżyli, blokowała relacje damsko-męskie.  I stwierdziłam, że spróbuję, ale, że zrobię wszystko, żeby się zmienić. To był kwiecień 2012 roku.

I co zrobiłaś dalej?

Wtedy zaczęłam się identyfikować z kulturą alternatywną, naukami buddyjskimi i duchowością, więc pierwszym krokiem dla mnie było odrzucenie mięsa i przejście na wegetarianizm. To był krok podjęty jeszcze przed odchudzaniem. A później zaczęłam czytać o dietach – sprawdziłam jakie jest moje zapotrzebowanie kaloryczne. I stwierdziłam, że skoro jest okej dla mnie około 2 tys. kilokalorii, to żeby było szybciej, dam sobie tysiąc. I zaczęło się powolne i skrupulatne zliczanie wszystkiego co i ile zjem. Na początku bardzo ogólnikowo , a potem coraz precyzyjniej. Aż w końcu obsesyjnie. Doszłam do tego, że na śniadanie miałam kawę i papierosa, w szkole jadłam bułkę z sałatą i pomidorem, do tego jabłko, w domu na obiad jadłam same warzywa gotowane na parze – 450 gram miało 150 kcal. Później na podwieczorek znowu jabłko i na kolację znowu bułkę z sałatą. Oczywiście w ciągu dnia, żeby zabić głód, były papierosy, cola zero, guma bez cukru. Czyli miałam typową dietę sfrustrowanej nastolatki. I tak to trwało na pewno dobre pół roku.

Jak się wtedy czułaś?

Na początku nie odczułam tego strasznie mocno. Była euforia, że jem mało i daję radę. I faktycznie ta waga zaczęła lecieć.. Zaczęłam w kwietniu, a już w czerwcu inni zauważali, że jest mnie mniej. Już musiałam mieć mniejsze spodnie.. a nie rozmiar 48. Bo to był mój największy rozmiar i to w wieku 17 lat.. Wtedy co miesiąc musiałam kupować nowe ubrania. W ogóle nie ważyłam, tylko patrzyłam na obwody i ciuchy. Zważyłam się dopiero na koniec roku szkolnego w liceum, rok później. I wtedy, jak zobaczyłam co jest na wadze, to myślałam, że nie uwierzę.. bo było 63 kg. Wiesz, to był wtedy taki wir w który wpadłam: tysiąc kilokalorii, warzywa na parze, bułki z sałatą – musiało polecieć z wagi. Jak zobaczyłam te 63 kg to pomyślałam: wow! Będzie jeszcze mniej! Nie wzięłam wtedy pod uwagę, że jestem wysoka i mam też dosyć gęsty kościec i nigdy nie będę ważyć jakoś specjalnie mało. Jak doszłam do wagi ok. 61-62 kg, zaczęły się problemy. To była bardzo cienka granica, którą przekroczyłam. Zaczęły mi wypadać włosy, zaniknęła miesiączka, byłam bardzo blada. Ale dalej to bagatelizowałam, aż do zimy, kiedy złapałam infekcję. Zwykłe przeziębienie – ból gardła, chrypka . Jako dziecko zawsze uciekałam przed lekarzami, ponieważ powtarzali mi, że wszystkie moje problemy są przez otyłość. Byłam na nich mega nabuzowana i w ogóle do nich nie chodziłam. I oczywiście z tą infekcją również nie poszłam się zbadać. I dopiero po trzech tygodniach mama zabrała mnie siłą do laryngologa, który zdiagnozował przewlekłe zapalenie krtani. Jednak leki, które mi przepisał dalej nie działały i mijały kolejne tygodnie. Byłam zrozpaczona, bo zaczęłam naprawdę tracić głos, a wtedy śpiewałam w zespole. Dopiero następna lekarka doszła do tego, że mam tak poważne niedobory przede wszystkim witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, że mój organizm nie ma się jak regenerować. Dostałam od niej witaminy w formie leków, zaczęłam rehabilitować ten mój głos, , ale jeszcze wtedy nie zaczęłam jeść więcej. Wtedy moim priorytetem było, żeby odzyskać głos, a nie miesiączkę. Miałam strasznie pomieszane w głowie i to był czas, kiedy zaczęłam psychoterapię. Dla takiej młodej osoby, dla której tyle rzeczy zaczęło się dziać wokół: obsesyjne odchudzanie, problemy zdrowotne, problemy w szkole, nieszczęśliwe miłości – to wszystko było za dużo. Miałam wielki chaos w głowie i potrzebowałam kogoś, kto mi pomoże.

Jak trafiłaś na psychoterapię?

Z polecenia. Chyba jakaś znajoma mamy poleciła fajną psychoterapeutkę. Ale ja sama chciałam iść. Zaczęłam zauważać, że jestem w totalnym tsunami  i wiedziałam, że nie może tak być, nie mogę się tak czuć. Psychoterapia pomogła mi zobaczyć, że nic nie jest czarno-białe. Zrozumiałam, że to ile będę ważyć nie definiuje, jakim jestem człowiekiem: czy jestem wartościowa, czy nie. A postrzegałam się przez pryzmat tego, że im będę chudsza, tym będą mnie bardziej lubili i ja będę bardziej lubiła siebie. Miałam sesje raz w tygodniu i bardzo mi pomogły.

Trafiłam później do jeszcze jednego wspaniałego lekarza pediatry, który mi wyperswadował, że żeby poradzić sobie z wszystkimi problemami ze strony zdrowotnej, muszę zacząć więcej jeść. Mówił, że super, że gardło jest zdrowe, ale musimy zająć się teraz miesiączką, niedoborami, słabymi wynikami badań. On mi to wtedy podkreślił, że powinnam jeść inaczej i więcej. To wszystko się działo w podobnym czasie. Przestraszyłam się wtedy trochę o swoje zdrowie i stwierdziłam, że skoro mam się lepiej czuć, to tak zrobię.

Wtedy zaczęła się moja edukacja w zakresie tego, co mam jeść, jakie mamy makroskładniki, co to są kwasy omega 3, których miałam bardzo mało, ponieważ wyrzuciłam tłuszcze z diety. Byłam wtedy między drugą, a trzecią klasą liceum. Zaczęłam się uczyć: ile czego jeść, znowu jadłam ryby. Pamiętam, że jednym z takich pierwszych posiłków normalnych była pieczona makrela z warzywami. Jadłam znowu płatki owsiane, owoce, warzywa. Wcześniej jadłam tylko jabłka i czasem pomarańcze. Znowu do diety dołączyłam kasze, ryż, makaron.

Czy podskoczyła Ci wtedy waga?

Bardzo wolno, po kilku miesiącach podskoczyła do 64 kg. I tak się utrzymywała już. Mój wzrost to 173 cm. Teraz ważę trochę więcej, ponieważ doszło mi trochę mięśni.

Kiedy zaczęłaś trenować?

Po trzeciej klasie liceum gdy już ustabilizowałam wagę i powoli wszystko zaczęło w moim życiu wychodzić na prostą, były kolejne wakacje, a ja zaszłam w ciążę. Zastanawiałam się, co będzie dalej? Czy ciążą spowoduje, że całe 40 kg wróci? Miałam 19 lat i bardzo się bałam jak zareaguje mój organizm po tych wszystkich przejściach; czy w ogóle utrzymam tę ciążę. To był moment, w którym podeszłam do tematu chyba najpoważniej, jak się dało. Byłam odpowiedzialna nie tylko za siebie i wiedziałam, że dalej muszę trzymać jak najzdrowszy bilans. Wiedziałam, że nie mogę jeść wszystkiego, co mi się podoba, ale z drugiej strony absolutnie nie mogę się głodzić. Jeszcze więcej się uczyłam, dowiadywałam co powinnam jeść. Ciąża przebiegła podręcznikowo, słuchałam siebie, wiedziałam jak mam się odżywiać, naprawdę o siebie dbałam. Przez całą ciążę byłam aktywna: jeździłam trzy razy w tygodniu na basen, chodziłam na spacery i tak dalej. Przytyłam wtedy 13 kg startując  z 64kg. Po urodzeniu, jak przyjechałam do domu, to pierwsze co to stanęłam na wagę i miałam 65 kg. Więc to wszystko to było dziecko, wody płodowe itp.  Następnie nie miałam tak zwanej „diety matki karmiącej” – jadłam normalnie, chociaż wiele osób to szokowało. Ale ja dalej słuchałam swojego organizmu i już ufałam, że sama najlepiej wiem, co mam jeść.  Jak mój syn miał ponad rok, to poszłam pierwszy raz na siłownię na Modelarnię tu w Bielsku. Wcześniej przez chwilę jeszcze chodziłam na jogę. Moje przekonanie po takim odchudzaniu, chorobach, ciąży było takie, że nie mam kompletnie żadnej formy. Ale poszłam na bieżnie – najpierw przebiegłam 3 km, następnym razem już 5 i już wiedziałam, że nie jest tak źle. Nieśmiało zaczęłam wchodzić na inne strefy w klubie, poszłam na ćwiczenia 15 minutowe u instruktorki, później sama uczyłam się maszyn. I znowu zaczęła się edukacja – wracałam do domu i czytałam na temat treningów,  jakie są ćwiczenia, co robić na daną partię mięśniową i powoli układałam sobie plany treningowe.

Jak zmieniło się Twoje ciało?

Przede wszystkim zaczęło się ujędrniać, ponieważ po tak ekstremalnym odchudzaniu miałam na brzuchu i rękach bardzo dużo luźnej skóry. W pierwszym okresie trenowania trochę źle to wszystko rozplanowałam – przez to, że ćwiczyłam, to jadłam więcej i znowu odrobinę przytyłam. Ale z drugiej strony ciało wyglądało inaczej, bardziej kobieco, silniej. Ponieważ do tej pory miałam chudziutkie ręce, przezroczystą prawie skórę i wyglądałam naprawdę słabo. Na dodatek miałam krótkie włosy i wyglądałam trochę jak chłopak. I to też mi nie dawało spokoju. Wtedy zaczęłam ustalać swoją dietę bardziej pod trening siłowy i faktycznie po każdym kolejnym miesiącu efekty zaczęły być bardziej widoczne. Wiadomo, były lepsze i gorsze okresy, ale wkręciłam się w to na tyle, że stwierdziłam, że zrobię kurs instruktora sportów siłowych. I faktycznie, dalej trenowałam, uczyłam się, złapałam swoją pierwszą pracę związaną z tą dziedziną. Pracowałam dla portalu, który był poświęcony zdrowemu stylowi życia, odchudzaniu, fitnessowi. Miałam tam służyć jako motywator, żywy przykład, że da się schudnąć, udzielałam paniom rad, wspierałam je.

W czasie jak trenowałam klub Modelarnia organizował konkurs „Moja najlepsza przemiana” i totalnie z głupoty zgłosiłam swoją osobę. I wygrałam J Nagrodą był pakiet zabiegów w BodySpa – na ujędrnienie ciała, wygładzenie skóry, który faktycznie dużo mi pomógł. Podczas robienia kursu zapytałam w Modelarni w której cały czas trenowałam, czy nie szukają kogoś na recepcję do klubu. I faktycznie na recepcję nie szukali, ale potrzebowali kogoś na siłownię. I tak zostałam.

To mi dało mega impuls, postanowiłam jeszcze dalej się wkręcić w ten obszar – poszłam na dietetykę, powstała specjalna grupa wsparcia  i tak dalej.

Jest możliwe, żeby Twoja skóra całkowicie „wróciła na miejsce”?

Cały czas to sprawdzam i nad tym pracuję. Jest niesamowity progres między tym, co było na początku, a tym jak jest teraz. Wcześniej wyglądałam jak worek, z którego ktoś spuścił powietrze. Trening, dieta, zabiegi w Spa, moje działania kosmetyczne – to wszystko sprawia, że skóra staje się bardziej elastyczna. Nie jest to jeszcze taki idealny stan, jakbym chciała, ale wiem, że cały czas jestem w trakcie naprawiania wszystkiego – trenuję 4 razy w tygodniu, odpowiednio się odżywiam itd. W ostateczności biorę pod uwagę plastykę brzucha, ale jeszcze nie teraz.

Jak czujesz się teraz sama ze sobą po tych wszystkich zmianach i przeżyciach? Porównaj proszę swój stan jaki miałaś przed odchudzaniem z tym, jak czujesz się teraz. Czy faktycznie odchudzanie i inny tryb życia zmieniło Twoje podejście do samej siebie?

Na pewno.  Jeśli chodzi o moje wnętrze, to wszystko bardzo mnie zmieniło. Przede wszystkim pozbyłam się lęku, który miałam przed samą sobą, przed tym, żeby mieć swoje zdanie. Ja zawsze chciałam się rozwijać, wychodzić do ludzi, ale wiem, że przed odchudzaniem to była straszna bariera, bo moja otyłość napawała mnie wstydem. Bałam się realizować swoje pasje, otaczać się ludźmi – wręcz przeciwnie, odcinałam się od świata.

Co było w tej całej drodze najtrudniejsze?

Najtrudniejsza była strona emocjonalna. Dla mnie nie było problemem, żeby ograniczyć sobie jedzenie, bo byłam bardzo uparta i mocno nastawiona na cel i choćby się waliło i paliło, trzymałam się swojej diety. Jak zaczęłam chudnąć, to moja głowa i emocje nie nadążały za tym wszystkim, co się dzieje. Wtedy mnie zaczęli wszyscy chwalić, zaczęło być głośno o tym, w szkole mówili: „patrzcie, to ta gruba, co tak schudła”. Wtedy to było dla mnie strasznie trudne, chciałam wszystko zamieść pod dywan, odciąć się. Nawet wyrzuciłam większość starych zdjęć.

Co teraz? Jakie masz plany?

W tym momencie planuję jak najbardziej rozwinąć się i wyedukować zarówno w fitnessie jak i dietetyce. Obecnie kończę studia dietetyczne, następnie zrobię szkolenie na trenera personalnego, bo to jest mój cel, żeby pracować z ludźmi jeden na jeden.

Gdzie można Cię teraz spotkać?

Obecnie pracuję na Modelarni, gdzie praktycznie każdego dnia jestem dostępna jako instruktor na siłowni. Oprócz tego prowadzę grupę „Grubsza Sprawa”, gdzie skupiamy się na problemach dziewczyn z dużą nadwagą. To nie są tylko zajęcia fitness, ale również grupa wsparcia, gdzie podczas sesji motywacyjnych poruszamy trudne tematy. Jesteśmy grupą dziewczyn, które jadą na tym samym wózku, bo ja też wiem, co one mogą czuć i jak wygląda taka walka ze sobą.

Co polecasz osobom, które już wiele razy próbowały się odchudzić, ale im nie wychodziło? Co mają zrobić, żeby tym razem się udało?

Przede wszystkim nie „przechodzić na dietę” od razu. Ten termin kojarzy nam się z czymś bardzo wiążącym, ograniczającym. Zacznij świadomie się edukować – z dietetykiem, trenerem, albo we własnym zakresie i zacznij od drobnych zmian. Najpierw wyeliminuj przetworzone jedzenie, słodycze, odejdź od diety „typowego polaka”. Często się spotykam z tym, że ktoś nie je może słodyczy i nie pije coli, ale nie odmawia sobie nigdy tłustej kiełbasy, schabowego, dużej ilości chleba, bo przecież najłatwiej jest zrobić  kanapki. Ja sama jem chleb sporadycznie, ale muszę na niego uważać. My, jako Polacy, jemy bardzo mało ryb i mamy spore niedobory kwasów tłuszczowych Omega -3, podobnie z roślinami strączkowymi. Więc zacznij od powolnych zmian i sprawdź co ci służy, a co nie. Mi właśnie to pomogło najbardziej, a nie fakt, że dietą 1000 kcal wyniszczyłam swój organizm.

Czy chciałabyś coś jeszcze dodać?

Tak, w kwestii motywacji w ogóle. U mnie bardzo sprawdził się taki zdrowy egoizm i dawka uporu. Każdy mi zawsze powtarzał, że jestem bardzo uparta i wierzę, że gdyby nie to, to już dawno porzuciłabym swój cel.  Nie zapomnij, żeby do tej diety dołączyć jeszcze treningi. Wiem, że moje efekty byłyby o niebo lepsze, gdybym od początku trenowała. I pamiętaj: wierz w siebie! Bo jak jesteś zalękniona i trochę próbujesz, ale nieśmiało, to bardziej stoisz w miejscu.

Jak w siebie uwierzyć, gdy z każdej strony słyszymy: „jesteś gruba!”?

Iść na przekór. Powiedzieć: „a ja wam pokażę”. Ale tak dla samej siebie.. nie dla poklasku. Nie dlatego, żeby coś komuś udowodnić, tylko właśnie samej sobie, że to, co oni mówią, to jest nieprawda. Słyszałam na swój temat bardzo wiele nieprzyjemnych rzeczy. Najpierw: „ta gruba”, później „ta gruba, co tak schudła”. To jest straszne, że ludzie Cię szufladkują przez to jak wyglądasz. Ale dzięki temu możesz też pokazać prawdziwą siebie – że masz pasje, swoją osobowość, masz swoje zdanie, marzenia i cele, do których dążysz. I chociażby dlatego jest to warto zrobić i zawalczyć o siebie.

Bardzo Ci gratuluję i dziękuję za rozmowę.

Dziękuję!

 

Ewelinę na co dzień możecie spotkać w Bielsku – Białej w klubie Modelarnia, gdzie jest instruktorem na siłowni oraz prowadzi zajęcia motywacyjno – spalające Grubsza Sprawa – dla kobiet z otyłością. Ponadto Ewelina zaoferowała się, że niezależnie skąd jesteś, możesz do niej napisać o poradę, której chętnie udzieli! Tutaj znajdziesz link do FB Eweliny.

Znasz kogoś, kto inspiruje swoją pasją lub życiem? A może sam prowadzisz ciekawy tryb życia? Daj mi koniecznie znać, chętnie usłyszę Twoją historię i pokażę ją dalej! :)

One Comment

  • Marta Bogunia

    27 czerwca 2018 at 2:36 pm

    Znam Eweline z klasy z liceum- pomimo depresji i problemów z wagą była wulkanem pozytywnej energii którymi zarażała najblizszych i mam nadzieje, że niewiadomo co jeszcze w sobie zmieni- to zawsze bedzie jej mocną stroną :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Close