KOBIETA BEZ GRANIC: DOROTA ŁABA

Kochani!
Zapraszamy was na już drugi wpis z cyklu „Kobieta bez granic”. Poprzednio rozmawialiśmy z Klaudią Szczęsny, o czym możecie przeczytać tutaj. Tym razem kilka słów o sobie powiedziała nam Dorota Łaba. Trenerka personalna, biegaczka ultramaratonów, a zarazem ciepła i sympatyczna kobieta, która pasję i pracę połączyła w jedno.

Powiedz nam, czym zajmujesz się zawodowo?

Jestem trenerem personalnym, trenerem fitness.

Co jest Twoją największą pasją?

Bieganie.

Jak to się stało, że zaczęłaś biegać? Jakie były Twoje biegowe początki?

Praktycznie od zawsze uprawiałam jakiś sport, mój ojciec był zawodowym bokserem, chyba po nim mam te geny. Natomiast jeśli chodzi o samo bieganie… był taki moment w moim życiu, w którym postanowiłam, że muszę je zmienić. Padło na bieganie, dlatego, że wtedy mi się wydawało, że będzie najprościej i najtaniej (ale to było wtedy :)  ). Biegałam wcześniej przełaje, więc miałam ten sport gdzieś zakorzeniony, ale później przez 10 lat nie było miejsca na ten wysiłek, ale była siłownia, czy zajęcia fitness. Później postanowiłam, że muszę to zmienić. To było ok 9-10 lat temu. Dwa pierwsze lata biegałam głównie na bieżni. Później przeprowadziłam się z Wodzisławia do Bielska i tutaj zaczęłam biegać – dyszki, półmaratony, później maratony i cały czas był asfalt, asfalt i asfalt. Następnie kolega zaproponował mi trening w górach. Na początku nie chciałam, powiedziałam, że nie ma takiej możliwości i że nigdy w życiu nie będę biegać po górach. I  to był właśnie ten jeden raz, kiedy się zakochałam. Ale sprawiało mi to przyjemność, tylko jak biegałam sama. Do tamtej pory prowadziłam taki tryb życia, w którym nie miałam nawet sekundy, żeby się zatrzymać. Nawet kiedy się kładłam spać, nie miałam tej chwili spokoju, tylko analizowałam następny dzień – co, kiedy i jak zrobić. A w górach miałam tę chwilę, moment, że mogłam wszystko przemyśleć. To był czas dla mnie. Na początek biegania nałożył się również okres, w którym moje życie prywatne było dosyć… jałowe, nie widziałam w nim sensu. Natomiast wydawało mi się, że w tym sporcie ten sens odnalazłam, że to jest to. Była wtedy duża fascynacja. Ale teraz wiem, że to nadal nie było to. U mnie to był proces, że Bóg mógł mnie odnaleźć właśnie w tej chwili ciszy, w górach. Mogę powiedzieć, że na początku bieganie było moim bogiem, a On musiał to trochę przewartościować. Ja poza bieganiem nie wiedziałam nic, co się dzieje, nie było możliwości, żeby do mnie dotrzeć. Musiał mi to zamienić i Siebie postawić na pierwszym miejscu, a bieganie na drugim. I teraz tak jest i ma to sens, On układa całe moje życie. To był długi proces, trwał ok. trzy lata.

IMG_0869

Powiedziałaś, że jakiś czas temu leżałaś w domu i pomyślałaś „gdybym tak mogła biegać i żeby mi jeszcze za to płacili”. I teraz tak jest. Opowiedz nam jak to stało.

Myślę, że wszystko jest jakoś odgórnie sterowane. Prawdę mówiąc modliłam się o to, żebym mogła dostawać pieniądze właśnie za bieganie. Plan był początkowo taki, że dostanę te pieniądze za zawody w których będę miała bardzo dobre i wysokie miejsca i wtedy będą mi płacić. Ale tak nie jest, przynajmniej u nas w Polsce. Stwierdziłam, że muszę to jakoś inaczej rozegrać. Tak naprawdę, to kiedyś na siłowni kolega zaproponował mi, czy bym nie chciała poprowadzić zajęć Biegam, bo lubię. Od tego się zaczęło. Najpierw jeden trening, potem następne i było ich coraz więcej i więcej. Później był pomysł, żeby w Modelarni stworzyć grupę biegową      – „Modelarnia biega”. I tak to się wszystko kręci powolutku.

 Co zrobić, żeby Twoja pasja stała się Twoją pracą?

Potrzebna jest silna wola, chęć, determinacja. Nigdy wcześniej nie myślałam, że w ogóle może być taka możliwość. Tak na prawdę, ludzie, których poznałam w Bielsku, z którymi biegałam.. od każdego coś czerpałam, jakąś mądrość. Małymi kroczkami dążyłam, żeby to osiągnąć. Żeby wychodzić do pracy i być szczęśliwą. Gdy słyszę teraz od ludzi, jak są załamani tym, co robią… to jest takie smutne.  Ja tak bardzo bym chciała im powiedzieć, żeby spełniali swoje marzenia, że się da. Mi obecnie przez wiarę udaje się wszystko dziesięć razy szybciej, niżeli wcześniej, ale też musiałam jakoś do tego dojść, to się nie stało z dnia na dzień.

Bieganie ultramaratonów po górach jest chyba mieszanką wybuchową?

Tak, jest. Skąd to się w ogóle bierze? Ja nie wiem. Stwierdziłam kiedyś, jak startowałam w pierwszym biegu ultra ( to był Bieg Rzeźnika i sobie świetnie poradziłam), że może spróbuje czegoś więcej. To jest właśnie takie przełamywanie granic. Ale jeżeli chodzi o bieganie ultra, to wydaje mi się, że jakkolwiek by ciało było przygotowane do takiego startu po górach na 100 km, z sumą przewyższeń prawie 8  tysięcy metrów, gdzie biegniesz cały czas – dwa dni praktycznie bez przerwy, przychodzi taki czas, że ciało nie ma juz siły. I to jest ten moment, kiedy trzeba oddzielić umysł od ciała. I mi się to udało. Stosuję to na zawodach. Tylko to jest tak, że jakby mi teraz ktoś powiedział, że za tydzień wezmę udział w zawodach na 100 km, to mimo, że jestem fizycznie przygotowana, to nie będę w stanie tego przebiec. Ja głową przygotowuję się do zawodów. Czyli juz teraz mam plan na sezon i cały czas o tym myślę i przygotowuję się umysłowo. Nawet do treningu na 40 km. Już dwa tygodnie  wcześniej cały czas myślę, żeby to przebiec w odpowiednim czasie i tempie, żeby miało sens treningowo. Myślę, że to jest taka granica oddzielenia umysłu od ciała. Nie wiem jak mają inni, ale ja tak mam.

IMG_0829

Jaki był Twój najdłuższy bieg?

To był start w „Bucie” – 150 kilometrów, zrobiłam 160, bo się pogubiłam na trasie. A jak go wspominam? Nie wrócę do niego :) Mam starty do których wracam, ale do „Buta” nie wrócę. Przewyższenia mnie trochę dobiły. Wystartowało tam chyba 7 albo 8 kobiet i tylko ja wytrwałam. Ale tak jak mówię, to jest w głowie. Biegłam 33 godziny z przerwą na posiłek lub przy punktach odżywczych. Lepiej nie siadać i nie zatrzymywać się, bo potem nie da się ruszyć.

Jaki był Twój najcięższy bieg?

Najcięższy był dla mnie bieg w Czechach – LH24. Biegnę w nim znowu w styczniu 2017. :) Jest to bieg sztafetowy – wbiegamy na Łysą Górę, gdzie jest -25 stopni, a w hotelu z którego wybiegamy jest + 25. Organizm już po 2-3 okrążeniu zaczyna wariować. Okrążeń jest tyle, ile zrobimy w ciągu 24 godzin. Jedno okrążenie ma 13 kilometrów i biegniemy na zmianę, raz ja, raz partner. Po biegu było tak ciężko, że nikt się do nikogo nie odzywał. Usunęliśmy swoje numery telefonów, żeby czasem nie zrobić tego drugi raz. (śmiech)  Zajęliśmy wtedy 3. miejsce, ale była szansa na 2. Raz zasnęłam w hotelu i nie będę mówić o tym jakich słów użył w stosunku do mnie mój partner biegowy…już nie biegamy razem. (śmiech)

Opowiedz nam o biegu komandosa.

Zakładasz mundur, buty wojskowe, plecak – 10 kg i musisz przebiec dystans maratonu. Było bardzo ciężko. Przyznam, że ten bieg przemodliłam cały. Miałam taki moment, że moje tempo nie było takie, jakie miałam utrzymywać, zwalniałam. Stwierdziłam, że jeśli teraz się zatrzymam, to już nie dam rady. Modliłam się: „Matko Boża, ześlij mi aniołów, żeby zabrali mi ten plecak”. Wszystko było ok, nawet buty miałam wyściełane w środku i mięciutkie, z wojska  amerykańskiego  (niektórzy biegali w  polskich i krew wylewali na mecie ). Byłam dobrze przygotowana do tego, tak mi się wydawało. Ale kręgosłup bolał podczas biegu. Zajęłam drugie miejsce wśród kobiet, ale ja nawet nie wiedziałam. Nie zjawiłam się na dekoracji, bo podawali wtedy schabowego.

IMG_0863

Jak przygotować sie do biegu np. na 100 km? Jak wygląda trening?

Przygotowując się do biegu na 100 km warto wybiegania oprzeć o jednostkę zawierającą dystans 40 km, ale są też tacy, którzy powinni przebiec na treningu i 60 km. Spada znacząco tempo biegu, gdyż utrzymanie go w pierwszym zakresie może okazać się zbyt męczące po 70, 80 kilometrach. Tempo truchtu jest jak najbardziej odpowiednie, choć brak przygotowań szybkościowych uważam za częsty błąd ultramaratończyków. Zawodnik powinien biegać tzw. tempa lub tzw. akcenty szybkościowe i to na dość wysokiej intensywności. Jedna sesja w tygodniu typu 5×2 km lub 3×3 km, lub 12×1 km w drugim zakresie, a krótsze odcinki nawet w trzecim zakresie powinny być stosowane. Podobnie wygląda sprawa treningu dwa razy dziennie. Lepiej wykonać 7 jednostek treningowych o dużej objętości w 5 dni, i zostawić sobie 2 dni wolne w tygodniu, niż trenować codziennie. Bardzo ważnym zabezpieczeniem jest trening uzupełniający, typowo siłowy. Po jednej sesji w tygodniu w zupełności wystarczy. Można dodać godzinę pływania w tygodniu, masaż, saunę -Wtedy możemy mówić, że przygotowania są odpowiednie oraz zabezpieczają przed urazami wynikającymi z przeciążenia.

Dlaczego zmuszasz się do takiego wysiłku?

Dla mnie to nie jest zmuszanie, tylko  przyjemność, wyzwanie. Szukam tej granicy, kiedy tak jak na biegu w lipcu(na który jeszcze trzy miesiące temu mówiłam, że nie wrócę, ale wracam), gdzie trzy lata temu na 140. kilometrze wezwali po mnie karetkę, bo do końca starałam się walczyć. Jest niedosyt… że się tego nie zrobiło i trzeba wrócić. Tutaj przyznaję, że nie byłam za dobrze przygotowana. Słońce mnie dobiło, a nogi to była druga sprawa.

Jakie cechy charakteru trzeba mieć, żeby biegać ultra?

Na pewno trzeba mieć silną wolę, determinację, ambicje, zawziętość, pewność siebie, pracowitość, odporność na stres i krytykę. Stawiam cel i go zrealizuję. Mam charakter bardzo wojowniczy.-wytrzymałość zarówno psychiczna jak i fizyczna.

Jakie buty kupić na początek przygody z bieganiem? A jakie do biegania do górach?

Ja mocno siedzę w Adidasie. Mają podział na buty dla początkujących, średniozaawansowanych i zaawansowanych. Jeśli chodzi o asfalt, to Adidas Boost są dla mnie najlepszymi butami, jakie mogą być. Technika zrobienia buta i pianka, która tam jest, to dla mnie mistrzostwo świata. Po górach biegam w Adidasach Terexach i to są buty, które u mnie sprawdziły się w 100 procentach, są mega wygodne i miękkie. Mam dużo butów górskich, ale cały czas wracam do tych. Trzeba pamiętać, że część pracy wykonuje tam pianka i nie można cały czas w nich biegać. Ultra boosty rozleniwiają stopę, w nich pianki jest 100%. W pozostałych modelach jest jej mniej i mają inne przeznaczenia Na początek, jak ktoś przychodzi do mnie na stadion pierwszy raz i mówi, że chce zacząć biegać, to ja nie mówię, żeby kupił buty tej marki. Tylko wysyłam do Sklepu Biegacza – gdzie panowie zrobią Ci test i dopasują buty do stopy.

Jak wygląda Twoja dieta?

Ja nie mam hopla, nie robię czegoś, żeby zwariować. Oczywiście staram się zdrowo odżywiać, ale jak mam ochotę zjeść kilogram Michałków, to po prostu je jem i się nad tym nie zastanawiam. Nie chcę mieć ograniczeń w moim życiu. Nawet jak jest plan treningowy i go nie zrealizuję w stu procentach to nic się nie stanie. Ale kiedyś było inaczej. Moja dieta jest bardziej ścisła przed dłuższym startem. Z reguły przez trzy dni mam więcej białka, potem więcej węglowodanów i tyle.

12721736_1015210321900278_592715303_n

Czy każdy może zostać biegaczem ultra?

Myślę, że każdy, ale nie radziłabym w młodym wieku. Ja wychodzę z założenia, że to się nie bierze tak, że ktoś pewnego dnia mówi sobie, że zostanie biegaczem ultra. To się dzieje tak, przynajmniej ja mam takie odczucie, że coś się właśnie wydarzyło w życiu. Powiedziałabym, że 70 procent biegaczy ma problemy, chociaż większość się z tym oczywiście nie zgodzi. Jest coś w tym. 

Czy masz jakieś codzienne nawyki, które pielęgnujesz?

Trenuję, trenuję, trenuję. Mam mały problem z samodyscypliną, żeby biegać rano. Czyli jak się umówię z kimś rano na bieganie, to wstanę, ale jeżeli mam to zrobić sama, przestawię dziesięć razy zegarek i nie wstanę i wtedy robię trening wieczorem. Z reguły na dłuższe niedzielne wybiegania się z kimś umawiam .

Ile godzin dziennie śpisz?

Na pewno śpię codziennie 7 godzin. Ale na przykład w czwartek, gdy nie mam rano zajęć, staram się do 12 nie wychodzić z łóżka. Tak samo w niedzielę po treningu koło 13 staram się zostać w łóżku. Nie śpię, ale się regeneruję. 

Jak godziłaś na początku wychowywanie dziecka, pracę i realizację pasji, która pochłania dużo czasu?

Ciężko. Wydaje mi się, że nie sprawdziłam się jako matka w tamtym czasie, gdy córka była w gimnazjum. Chociaż ona jest innego zdania. :) Przeprowadziłyśmy się do Bielska i musiała zrezygnować z dotychczasowego życia, zawodów, pływania. Nie udało mi się znaleźć tutaj sekcji pływackiej, gdzie by mogła tak trenować, jak wcześniej.

Czy zawsze realizujesz wszystkie swoje cele?

Nie, nie zawsze. Staram się, ale też często upadam. To nie jest tak, że realizuję wszystkie cele. Kiedyś robiłam dziesięć rzeczy na raz: licencje, bieganie, prowadziłam działalność.. wszystko. To był ogromny harmider. Teraz już mam wszystko poukładane. W roku 2013 miałam osiem biegów ultra, a w 2014 roku nie żyłam – to nie było przemyślane. Teraz staram się wybrać jeden cel i na nim się skupić. Powoli, powoli do celu.

Jakie masz marzenia i cele na ten rok?

Głównym celem jest bieg  „7 szczytów”, Kierat, Sudecka Setka w której biegam co roku i przesuwam się o jeden stopień. Najpierw czwarte miejsce, ostatnio było trzecie.. zobaczymy. Kiedyś miałam większe parcie na to, żeby coś wygrywać, zajęte miejsca były bardzo ważne. Teraz już nie. Myślę o biegach poza Polską, np. w Alpach, ale tu ograniczają mnie na razie sprawy finansowe. Wiadomo też, że nie chcę wiecznie biegać. Myślę, że biegi ultra jeszcze może 2-3 lata, a potem może ruszę w jakieś wyższe góry.. Wychodzę, z założenia, że mamy jedno życie i nie ma co odwlekać swoich planów na później..

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Ja Tobie też.

IMG_0924

Dorotę możecie spotkać w Bielsku Białej. Codziennie w klubie fitness modelarnia, w czwartek w terenie na zajęciach ‚modelarnia biega’ oraz w soboty na stadionie w Wapienicy na zajęciach ‚biegam bo lubię’.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Close