JAK ŚWIĘTOWAŁAM DRUGIE URODZINY BLOGA? | NOWY ROK, NOWE PLANY

Też macie wrażenie, że ten początek roku to taki trochę parszywy czas?  Na przełomie grudnia i stycznia wierzymy, że jesteśmy w stanie teraz wszystko zmienić i od dzisiaj działać tak skutecznie, jak nigdy dotąd. Początkiem 2017  obiecaliśmy sobie, że w tym roku to już na pewno zwojujemy świat, ale jedyne, co udało nam się zwojować to bałagan w kuchni. Ale teraz już na pewno będzie inaczej!
I wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze, a zarazem najlepsze? Że faktycznie możemy od dzisiaj wszystko zmienić. Tylko zwyczajnie w świecie bardzo często tego nie robimy.

Tak się składa, że swój pierwszy post na blogu opublikowałam dokładnie 8. stycznia, więc u mnie na początek roku zbiega się wiele różnych przemyśleń i podsumowań. I gdyby tak przeanalizować ten rok dzień po dniu, to nie mieliśmy jakoś dużo spektakularnych chwil. Jednak patrząc całościowo – nasze życie przewróciło się do góry nogami. Kolejny raz.

Czas w Szwecji wspominamy już teraz jako coś naprawdę wartościowego. Poznaliśmy wiele cudownych osób, które zostaną w naszych sercach. Ale był to również okres ogromnej próby naszego charakteru, który, widzę to z perspektywy czasu, zdaliśmy. Powrót do Polski przyświecał nam myślą „the best is yet to come” i tak oto we wrześniu pełni nowej nadziei wzięliśmy się do pracy. Marcin jako agent nieruchomości, a ja jako pracownik  logistyczno – biurowy z możliwością pracy zdalnej.

Pierwszy tydzień 2018 jest dla nas naprawdę niezwykły. Całe to nasze czytanie książek, różne szkolenia i długie rozmowy zaczynają właśnie procentować i nabierać kształtu. Jest to jednak na razie forma lasu, niż małego drewnianego domku. Ale pierwszy krok już został wykonany, a podobno to on jest najtrudniejszy. W tym roku stawiamy przede wszystkim na realizację własnych celów i zaczynamy coraz odważniej podejmować różne decyzje.

Ale co ma do tego blog? Minęły dwa lata od jego powstania, a on praktycznie nie ruszył z miejsca! Nie ma się co biczować, złożyło się na to wiele czynników, bo gdy się w coś zagłębisz, nic nie jest po prostu czarne albo białe. Z drugiej strony prawda jest taka, że gdybym od początku poświęcała temu miejscu tyle czasu i uwagi, ile zawsze planuję… byłabym teraz w zupełnie gdzieś indziej. Zobaczymy za rok :)  Dwa lata temu nie wiedziałam kompletnie, jak to jest tworzyć takie swoje własne miejsce w sieci, ale bardzo, bardzo chciałam to robić. Przy zakładaniu bloga miałam swój główny cel, który mocno mi przyświecał i to dzięki niemu powstało to miejsce. I chociaż nie jestem nawet w połowie drogi do zrealizowania tego celu (sic!) to jestem bogatsza o nowe doświadczenia. Pora na nowo zastanowić się nad założeniami i stopniowo wdrażać je w życie.

Na What about being happy jest  137 opublikowanych postów (łącznie z tym), stoi za nimi mnóstwo godzin pracy, pisania, szukania informacji, kilka godzin rozmów z moimi wspaniałymi gośćmi i wiele poznanych osób. Do tego widzę, że gdy jestem bardziej aktywna zaczyna się tworzyć taka mała społeczność, a to jest coś cudownego! Każdy Wasz komentarz i wiadomość daje mi porządnego kopa i sprawia, że chcę więcej tworzyć i działać. Dziękuję!

Po dwóch latach nachodzi wiele przemyśleń: czy jest sens dalej pisać? A jeśli tak, to jak często? A może skupić się na youtubie? A może w ogóle już nic nie tworzyć? (no dobra, tak akurat nie myślałam ;P ) Wpada mi mnóstwo pomysłów jak rozwijać bloga i kierunek -> tworzenie filmów <- wydaje się być genialny. Prawda?

Drugie urodziny bloga postanowiłam świętować nie gdzie indziej, a w górach! Miejscu, gdzie czuję się najlepiej… Wybór padł kolejny raz na Wielką Raczę w Beskidzie Żywieckim – jednak pierwszy raz szłam od strony słowackiej. Trasa była całkiem przyjemna, przez całą drogę nie spadł deszcz mimo takiej prognozy, jednak szczyt otaczała gęsta mgła. Widoczność spadła do niewielu metrów, więc nie mogę się pochwalić piękną panoramą ze szczytu. Powrót nie obył się bez utrudnień i zgubienia drogi… ale to już inny temat :)

 

 

I już nawet coś  nagrałam:

 

I… tyle :) te z was, które myślą, że kręcenie jest takie hop-siup, są w błędzie :) W Szwecji nie było problemów, żeby chodzić z kamerą, a tutaj już czuję duże opory. Zawsze to Marcin był od tej roboty, muszę go teraz namówić, żeby zaczął chodzić ze mną po górach. Uznajmy ten filmik za falstart, ok? ^^ Następny będzie lepszy!!

Uff.. jeśli dotarłaś do końca to bardzo Ci dziękuję! Pamiętaj, że możesz mnie znaleźć również na Instagramie i przede wszystkim na InstaStories – uwielbiam tę formę komunikacji!

PS. Wpadł mi nawet nieśmiało pomysł, żeby wspólnie wybrać się w góry.. Jeśli nie masz z kim chodzić, a bardzo byś chciała, daj mi znać! Może wybierzemy się gdzieś wspólnie? Pamiętaj, że brak kondycji to nie wymówka :) Napisz do mnie – wspólnie coś wymyślimy!

Dodaj komentarz

Close