DOLINA PIĘCIU STAWÓW ZIMĄ – OPIS SZLAKU, WARIANT ZIMOWY

Dziś zabieram Was w Tatry, w stosunkowo łatwy i kosmicznie piękny teren.

Na początku jednak musimy sobie coś wyjaśnić – mimo, że po górach chodzę całkiem sporo, to Tatr nie przeszłam (jeszcze) wzdłuż i wszerz. Nie znam ich każdego zakamarku, ba! nawet nie znam większości szlaków. Każdego roku jednak odkrywam nowe miejsca, powoli i stopniowo dojrzewam do eksploracji kolejnych szczytów. Nie wiem, jak to się stało, że tak długo opierałam się wizycie w Pięciu Stawach, ale w końcu poszłam po rozum do głowy i wszystko sobie dobrze zorganizowałam tak, by wyjazd się udał.

Wszystko da się zaplanować z odpowiednim wyprzedzeniem z wyjątkiem… pogody. Ale ta sama nas wybrała. Nie miałyśmy innego wolnego dnia i akurat w tę piękną sobotę było perfekcyjnie, jak na zimowe warunki przystało.

Wyjazd z Bielska o 5 rano zaowocował jeszcze w trasie przepięknym wschodem słońca z widokiem na Tatry. A czy może nas coś lepiej nastroić niż budzący się dzień, pięknie czyste niebo i świadomość nadchodzącej przygody?

Na parkingu w Palenicy Białczańskiej (cena za samochód osobowy wynosi 25 zł/ dzień) byłyśmy przed 8, a już całkiem sporo stało aut! Termometr wskazywał mniej niż -10st, jednak nas to nie zraziło i w bojowym nastroju ruszyłyśmy czerwonym szlakiem, który prowadzi również nad Morskie Oko. Najpierw oczywiście trzeba kupić bilet wstępu do Parku Narodowego (cena to 5 zł za bilet normalny). Pamiętajcie, żeby zachować bilet, ponieważ zawsze może was ktoś poprosić o pokazanie go. Ok, ruszyłyśmy! Zaczęłyśmy wędrówkę szlakiem czerwonym, następnie szlak do Doliny Pięciu Stawów odbił w prawo i szłyśmy już szlakiem zielonym (wszystko możecie zobaczyć na mapce na dole). Tam zaczynają się już górki, więc bez zastanowienia ubrałyśmy raczki. Ot, dla zwyczajnej wygody. Raczki to takie nakładki na buty z ostrymi kolcami, które ułatwiają chodzenie zimą po stosunkowo łatwym, ale oblodzonym terenie. Jeśli wybierasz się już w trudniejsze miejsca, weź ze sobą raki, które mają większe kolce.

Zielony szlak wiedzie przez Dolinę Roztoki, jest malowniczy i bardzo przyjemny, aż dochodzi do miejsca rozwidlenia szlaków. Zimą odcinek zielonego szlaku już pod samo schronisko jest zamknięty z powodu dużego prawdopodobieństwa lawinowego i trzeba wybrać inny wariant. Odbiłyśmy w lewo na czarny szlak, który już wymaga chociaż trochę kondycji i obowiązkowo trzeba mieć zimą raczki lub raki. Powiem Wam, że jestem w szoku, bo naprawdę spotkałyśmy tylko dwie osoby na kilkadziesiąt, które nie miały właśnie raczków, bądź raków. Bardzo mnie to cieszy, bo to oznacza, że zaczynamy być coraz bardziej świadomi.. :)

Po kilkunastu minutach stromego podejścia wreszcie ukazał nam się bajeczny widok zamarzniętych jezior, który jest nagrodą za wczesną pobudkę i przenikający mróz. Szybko wskoczyłyśmy do schroniska, żeby się dogrzać i coś zjeść i jeszcze pstryknęłyśmy trochę fotek. :)

ta płaska powierzchnia za moimi plecami, to właśnie zamarznięte jezioro

Nie obyło się również bez przygód – koleżanka miała mały problem, żeby dogrzać stopy, mimo ubranych grubych skarpet. Moja rada: jeśli planujesz wyjścia w zimowych warunkach to zaopatrz się w grube skarpety z wełny Merino. Kosztują one nie mniej niż 60 złotych, ale bardzo się przydają w różnych warunkach.

Tak wygląda trasa – mapa pokazuje 15,2 km w dwie strony
tu już samo rozwidlenie – zimą idziemy szlakiem czarnym (zaznaczony)

I jeszcze kilka pięknych zdjęć z wyjazdu:

Prawda, że cudownie? Pamiętaj jednak, że każde wyjście w góry to nie żarty i należy zachować wszystkie środki ostrożności, żeby nic się nikomu nie stało, szczególnie gdy temperatury są tak niskie! Ale przede wszystkim… ciesz się wędrówką :)

Jeśli wpis był dla Ciebie przydatny, albo po prostu coś Ci się w nim spodobało, daj mi koniecznie znać :) nic tak nie dopinguje, jak pozytywna sugestia na temat Twojej pracy. I mam nadzieję, że pamiętasz, że możesz mnie znaleźć na Instagramie o tutaj, gdzie jestem obecna każdego dnia!

Dziękuję!

Dodaj komentarz

Close