CZY KROK W TYŁ JEST ZŁYM POMYSŁEM?

Już za niedługo minie rok od naszego przyjazdu do Sztokholmu. Przez cały ten okres życie nas mocno testuje. Sprawdza nas, jak bardzo jesteśmy wytrwali, ile jesteśmy w stanie zdziałać, jak sobie poradzimy w różnych sytuacjach, czy odpuścimy. Nie ma co ukrywać, mieliśmy dużo szcześcia na samym początku – Marcin od razu znalazł świetną pracę, dzięki której możemy tu być legalnie. Numery PESEL wyrobiliśmy w drugim miesiącu naszego pobytu, podczas gdy mnóstwo osób mieszkających tu wiele lat dalej go nie ma.

Ale nasze szczęście i prawdziwie dobra passa wtedy się skończyła. Mija prawie rok, a Marcin będzie pracował już w piątej restauracji, chociaż każda jest na wysokim poziomie, nigdzie nie może zagrzać sobie miejsca. Nie wspominam już o sobie – z polskimi kursami i brakiem doświadczenia, kosmicznie trudno jest mi znaleźć pracę jako instruktor, czy trener. Ilość wysyłanych przeze mnie cv można liczyć juz w setkach. A do tego brakuje nam takich zwykłych rzeczy, jak wyjście ze znajomymi na piwo, czy trekking w górach. Nie policzę ile razy w przeciągu ostatnich 2-3 miesięcy myśleliśmy o tym, żeby wrócić do Polski. Ot, takie zwykłe troski na emigracji.

img_1957

I nie wiemy ile jeszcze będziemy mieszkać w Skandynawii, bo z drugiej strony coś nas tu jednak trzyma. Były powody, dla których wyjechaliśmy i dla których podjęliśmy takie, a nie inne decyzje. I chociaż obecnie mamy raczej gorsze dni niż lepsze, to chcemy wierzyć, że cofamy się po to, żeby faktycznie wziąć rozbieg. Krok w tył nie musi być niczym złym. Pozwala nam patrzeć z dystansem na rzeczywistość, uświadamia nam, jakie są nasze cele i pragnienia oraz motywuje do cięższej pracy.

Napisałam ten post, żeby uświadomić Wam, że każdy, absolutnie każdy ma lepsze i gorsze momenty w życiu. To od nas zależy, jak popatrzymy na daną sytuację. Chociaż nie jest to łatwe, to wierzymy, że każde potknięcie, czy nieudana próba zrobienia czegoś, uczy nas wytrwałości, determinacji, rozwija nas i paradoksalnie przybliża nas do celu. Małe dziecko nim nauczy się chodzić, przewróci się setki razy. Nie zastanawia się wtedy czy wstać i wciąż próbować, czy może siedzieć na tyłku i nic nie robić. Działa dalej, aż w końcu za którymś razem przechodzi kilka kroków, potem coraz więcej, a potem zaczyna biegać. I to jest piękne.

Pamiętajcie, że każdy wasz komentarz, wiadomość i udostępnienie dodają nam skrzydeł i bardzo nas motywują! Jesteśmy obecni również na YouTubie i w każdą środę publikujemy nowy vlog, natomiast na Instagramie codziennie wrzucamy inspirujące zdjęcia oraz urywki z naszego życia na InstaStories.

6 komentarzy

  • Klaudia

    16 maja 2017 at 8:58 pm

    Choć moja sytuacja jest zupełnie inna, tak bardzo mogę się z Wami utożsamić. Naprawdę, bardzo mocno trzymam za Was kciuki, żeby wreszcie szczęście się do Was uśmiechnęło. Widać, że jesteście pozytywną, dobrą rodzinką, która naprawdę zasługuje na to, co najlepsze.
    I pamiętaj, że nawet, jak wrócicie do Polski, to nie będzie porażka. Taki wyjazd, mimo wielu negatywów, o których dokładnie napisałaś, na pewno Was umocni i bardzo zmieni. <3 Jednak liczę, że za rok będziesz patrzyła na ten wpis z sentymentem, a uśmiechając się pod nosem powiesz: Dobrze, że się nie poddałam i dałam sobie kolejną szansę! Trzymaj się i nie przestawaj, wierzę, że wszystko dzieje się po coś. :)

    Odpowiedz
    • admin

      17 maja 2017 at 9:16 am

      Masz rację! Takie rozterki faktycznie zrozumie tylko ten, kto mieszka w obcym kraju. My głębi serca chyba nie chcemy wracać, chociaż brakuje nam wielu rzeczy.. Mamy świadomość, że taki wyjazd bardzo nas rozwija, musimy po prostu ciężej pracować, żeby w końcu dostać to, co chcemy. Dziekuję za dobre słowo!

      Odpowiedz
  • Piotr

    16 maja 2017 at 11:11 pm

    Pozostając w kraju też musielibyście mierzyć się z tym, co przyniesie życie. Nie ma żadnej gwarancji, że w rodzinnych stronach byłoby lepiej. Może i ździebko raźniej, bo pewnie łatwiej znaleźć jakąś znajomą mordkę do porozmawiania we własnym języku, ale współczesna technika jest w stanie zniwelować w znacznym stopniu tą niedogodność. Izolacja, czy wyobcowanie jest czymś normalnym na obczyźnie i nie odkrywam przed Wami nic nowego. Zwłaszcza Szwedzi potrafią być trudniejsi do poznania, ale to tylko potoczne przeświadczenie popularne wśród innych nacji. Z nimi także można znaleźć nić porozumienia. Mąż może nie mieć na to zbyt wiele czasu, ale czy Ty próbowałaś angażować się w jakieś socjalne aktywności (wyplatanie koszyków, jakieś ćwiczenia na wolnym powietrzu, czy przemyt alkoholu). Nawet przez małe zupełnie nie znaczące hobby, czy jakaś społeczną aktywność najłatwiej jest wejść do obcej społeczności. Zdaje się, że to właśnie u Szwedów często można zaobserwować aktywnie działającą pocztę pantoflową. Gdy już uda się Wam poznać parę osób powinno być łatwiej zintegrować się z lokalsami. Przepraszam, że nie dostajecie ode mnie słów w rodzaju „będzie lepiej”, ale to trochę nie w moim stylu. Po prostu pamiętajcie dlaczego wyjechaliście i podążajcie przed siebie pod sztandarem tego bloga.

    Odpowiedz
    • admin

      17 maja 2017 at 9:22 am

      No i właśnie dlatego nie wracamy, bo nie wiemy, czy w Polsce byłoby lepiej, chociaż pewnie trochę łatwiej. Z drugiej strony rok czasu to jeszcze nie tak długo. Poznaliśmy już trochę Szwedów, ale bardziej z racji prac, które po drodze wykonywaliśmy. Wydaje mi się, żę gdy nauczymy się już języka, będzie nam łatwiej „wtopić się” w ich środowisko i bardziej się zasymilować. Bo o to też tu chodzi, żeby nie czuć się zbyt obco. Dzięki za dobre słowa, a ciągłe powtarzanie „będzie lepiej” też nie bardzo mnie przekonuje ;) dobrego dnia!

      Odpowiedz
  • lukas

    31 maja 2017 at 2:58 pm

    Hej,
    Kazdy krok jest w zyciu wazny-kazdy chce isc do przodu wiadomo,ale zaden z nas nie przezyl juz jednego zycia i nie ma doswiadczenia by podejmowac same genialne decyzje .Czasami zapominamy o wiekszym obrazie -a przeciez wiekszy obraz wlasnie sprawil ze wyjedzamy z malego miasta albo jakies dziury i staramy sie walczyc o szczescie,o marzenia o lepsza przyszlosc dla siebie lub bliskich.Nawet na Hawajach trzeba by bylo mierzyc sie z wyzwaniami.Tak naprawde to dajecie czadu-sami sobie radzicie wychowujac corke -rownie dobrze moglibyscie mieszakc z rodzicami w jedym domu bo nie bylo by was stac na nic innego.A pozatym walczycie o lepsza przyszlosc dla corki i dla siebie.A pozatym dajecie nam co nie wyjechali do Szwecji nadzieje..ze jak sie chce to mozna ze da sie rade.Wiec nie odpuszczajcie.Kroki w tym sa wazne -jak w walce po ciosie trzeba dac krok w tym zlapac balans,zrobic bilans co sie dzieje,zeby po tem znowu zaatakowac.Kazdy czasem tego potrzebuje.My emigrancji raczej trzoche czesciej..
    Lubie te blogi wasze.Sa pelne zadumy,wartosciowe sa. Zadko sie zdaza poczytac cos sensownego.Please keep up with good work!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz