AMBICJE RODZICÓW, A WYCHOWANIE DZIECKA

Kilka razy podchodziłam do tego posta, zaczynałam, kombinowałam, usuwałam i nic z tego nie wychodziło. Niech będzie. Spróbuje jeszcze raz.

Ostatnio mocno się rozpędziłam w ogarnianiu różnych rzeczy i realizowaniu swoich planów. Jeszcze wieczorem lub z samego rana ustalam sobie, co mam do zrobienia danego dnia i ile czasu muszę na to poświęcić. A potem z różnym jeszcze skutkiem, ale staram się skrupulatnie realizować wszystko po kolei. Czas mam mocno ograniczony, ponieważ zazwyczaj są to cztery i pół godziny, kiedy Emilka jest w przedszkolu. Wieczorem, gdy mała zaśnie, również ogarniam sprawy, których nie zdążyłam zrobić wcześniej i czytam książki. Czasem też robimy sobie luźny wieczór i gramy w gry planszowe. W weekend jest inaczej, bo zazwyczaj Marcin pracuje całymi dniami, więc mam tylko godzinę, gdy Emilka ma drzemkę. Wpadłam już w taki rytm i mocno się do niego przyzwyczaiłam. Na tyle mocno, że gdy wypada nagle coś innego, nie mogę się ogarnąć.

img_9489

Emilka jest z natury raczej bardzo grzecznym dzieckiem, nie ma z nią problemów, nie choruje, śpi całą noc. No cud, miód i orzeszki, nic tylko robić gromadkę takich dzieciaczków. Od początku nie opuściła żadnego dnia w przedszkolu (nie licząc czasu, gdy byliśmy w Polsce) także raczej nie przydarzają nam się jakieś sytuacje niespodziewane. Tym razem jednak było inaczej. Widziałam, że zaczyna się czuć trochę gorzej, ale nic nie wskazywało na to, że będzie to coś poważniejszego. Dlatego zaplanowaliśmy sobie z Marcinem, że  następny dzień spędzimy w centrum i ogarniemy dużo rzeczy. Jednak, gdy się rano obudziliśmy okazało się, że mała ma gorączkę i zostaje w domu, a nasze plany rozsypały się w pył. Wtedy naprawdę się wkurzyłam.

img_9507

Po tym całym czasie, który spędzamy razem w domu ostatnio dosyć często się wkurzam. Gdy nie zasypia i gdy nie chce jeść. Gdy upiera się, by bawić się kluczami od auta, a my jej nie pozwalamy. I tak dalej… Ale serio, żarty, że matka ma wakacje, gdy pójdzie sama do toalety, przestały mnie bawić dawno temu. I czasem mam ochotę rzucić wszystkim i pojechać. Tam gdzieś daleko, żeby być sama.

I w tych wszystkich momentach największej mojej złości zawsze, ale to zawsze myślę sobie, że to jest mój problem, że się wkurzam i, że to ja muszę coś zmienić w sobie i swoim ambicjonalnym myśleniu. W tym momencie kulminacyjnym, gdy ona płacze i ja czasem też, biorę ją do siebie, chociaż nie zawsze jest to łatwe i mocno przytulam. Nie wiem, kto wtedy tego bardziej potrzebuje, ja czy ona, chyba obie tak samo. A potem patrzę na nią i widzę jak się śmieje, jak się chowa i mówi, że jej nie ma, albo głaszcze mnie po głowie i rusza palcem, żebym jej śpiewała. I wszystkie złe chwile odchodzą w niepamięć.

img_9512

Jest naszym pierwszym dzieckiem i wszystko jest dla nas nowe, musimy uczyć się cierpliwości i pamiętać, że przecież zawsze stoimy po tej samej stronie, a nie przeciwko sobie. Coś czuję, że nam rodzicom dosyć często przyjdzie zmierzyć się z pogodzeniem planów naszych i dzieci. Pewnie przed nami jeszcze wiele sytuacji, wiele spotkań i wyjazdów, które będzie trzeba odwołać, bo przyjdzie choroba małej, albo jakieś inne zobowiązania. A my? Uczymy się chować swoje ambicje i oczekiwania i dopasować je do naszej córeczki, która przecież jest w naszym życiu priorytetem. I wiem też, że jeśli matka, która niejako tworzy atmosferę w domu, jest szczęśliwa, reszta rodziny też będzie.

img_9474

Dodaj komentarz

Close