A TY Z CZEGO SIĘ DZIŚ ŚMIAŁEŚ?

Nie ma co ukrywać, rodzicielstwo jest chyba najtrudniejszą rolą w życiu człowieka. Wychowanie dziecka, żeby było dobrą osobą, jest ogromnym wyzwaniem. Nawet Martyna Wojciechowska często mówi, że jest to trudniejsze niż wejście na Mt. Everest (jeśli jeszcze nie czytaliście naszego wywiadu z nią, zapraszam tu). My w dalszym ciągu jesteśmy na początku tego procesu, jednak Emilka już coraz więcej zaczyna rozumieć, uczyć się, wszystko obserwuje, naśladuje ruchy, dźwięki.. A my? Już od jej urodzenia staramy się jak najlepiej przygotować ją do życia w społeczeństwie. A ona odpłaca nam się szerokim uśmiechem pełnym szczęścia i miłości. Prawdę mówiąc jest dla nas niezwykle łaskawa od początku. Nie wiemy co to znaczy nie przesypiać wszystkich nocy (no dobra, parę nocy nie przespaliśmy, ale na prawdę PARĘ! ), a kolki? Co to takiego? I nawet obecny czas ząbkowania jakoś tak spokojnie przeżywa, chociaż na raz wychodzi jej chyba 5 zębów. A może to my wypracowaliśmy w sobie taki luz, że nie dostrzegamy jej wszystkich marudzeń i narzekań?

Tak się ostatnio rozczuliłam i zwróciłam uwagę na nasze małe, codzienne sytuacje.. Emilka jest nad wyraz radosnym dzieckiem, ale nie sądziłam, że aż tak. To niesamowite, że dziecko na prawdę się śmieje podczas takich zwykłych dla nas czynności!
Weźmy na przykład mycie rąk. Dwa dni temu odkręciłam w łazience kurek z wodą, a Emilka zaczęła się cieszyć. Moją pierwszą reakcją było „ej, serio, śmiejesz się na widok wody?” a po chwili wielkie „wow, tak śmieje się..”. Bardzo słodka jest również, gdy ktoś z nas wraca do domu. Wychyla głowę do przedpokoju i upewnia się kto przyszedł. A następnie „człapie” na czworaka żeby się przywitać i wziąć ją na ręce.

IMG_2120
Bardzo miłe, chociaż mocno utrudniające zrobienie czegokolwiek, jest jej chwytanie się nogi i wołanie „mama!” lub „tata!”. Tak, to również oznacza, że chciałaby się znaleźć w naszych ramionach, a nie zawsze jest to możliwe, bo akurat mam mokre ręce, a ona coraz mocniej zaciska te rączki.
Parę dni temu podczas kąpieli pokazałam Emilce, że może trochę pochlapać wodą i jest przy tym fajna zabawa. Ona tak podchwyciła temat, że wczoraj byłam mokra jak w Śmigusa – Dyngusa. Z całej siły uderzała o taflę wody, która rozbryzgała na każdą najbliższą rzeczy. Mała przecierała oczka i powtarzała czynność śmiejąc się do rozpuku i sprawdzając jaka jest moja reakcja.
Albo gdy Marcin siedzi z nią na przeciwko i turla w jej kierunku małą piłkę, a ona łapie ją, podnosi, chwile obraca w dłoniach i podaje mu. Wtedy Marcin znowu turla tą piłkę, a ona łapie, znowu chwile się bawi i oddaje. Graniem w piłkę jeszcze tego nazwać nie można, ale od czegoś trzeba zacząć.

IMG_2137 IMG_2141

PS. Chociaż ten wpis sugeruje coś innego, pojawienie się Emilki na świecie nie sprawiło, że wszystko inne przestało się dla nas liczyć. Nie jesteśmy typami rodziców, którzy całkowicie i bezgranicznie skupili się na swoim dziecko, zapominając o sobie. I tak, oczywiście, że kochamy ją najmocniej na świecie. :)

Kojarzycie stwierdzenie, żeby cieszyć się jak dziecko małymi rzeczami? Chyba właśnie zaczynamy rozumieć o co chodzi..

IMG_2100 IMG_2034

One Comment

Dodaj komentarz

Close