NA 4 DNI PRZED PÓŁMARATONEM

Nie chcę ściemniać i mówić, że coś wygląda inaczej niż w rzeczywistości. Zawaliłam, dałam ciała i chcę wam o tym powiedzieć, bo nie chcę, żeby którakolwiek z was pomyślała, że jest inaczej.

Znacie to uczucie, gdy wyznaczacie sobie jakiś cel i postanawiacie, że tym razem przygotujecie się książkowo, każdego dnia będziecie robić krok w dobrą stronę i przygotowywać się na nadchodzące wyzwanie? I, że oczywiście nic was nie zaskoczy, ponieważ sumiennie małymi krokami będziecie osiągać swój cel / trenować do ważnego wydarzenia?

Ha, ciekawa jestem, kiedy nadejdzie taki moment w moim życiu, że nie będę robić wszystkiego na ostatnią chwilę? Jeśli chcesz przeczytać jak odpowiednio przygotować się do półmaratonu, to przepraszam, ale tym razem źle trafiłaś. Bo tym razem nie jestem dobrym przykładem do naśladowania. Tytuł posta raczej powinien brzmieć: „Jak NIE przygotowywać się do półmaratonu?”.

15 października mam zamiar przebiec swój trzeci już bieg na tym dystansie i wiecie co? Strasznie się jaram tym faktem. Biegam już od około 8 lat, bardzo nieregularnie, z przerwami na inne zajawki i ciążę. Ale lubię to. Lubię to uczucie zaraz po, szczególnie jeśli trening był naprawdę wymagający, jednak nie mogę powiedzieć, że tym razem czuję się dobrze przygotowana i że dałam z siebie wszystko. Odkąd wróciliśmy do Polski, bardziej skupiłam się na treningach wspinaczkowych, a bieganie trochę poszło w odstawkę. A początkiem września nawet kupiłam nowe buty deklarując, że od teraz to będę biegać co drugi dzień ^^

Czasem, a czasem nawet częściej, niż czasem już tak jest, że nie wszystko idzie po naszej myśli. My się zmieniamy, zmieniają się również nasze priorytety, a czasem po prostu przytłacza nas życie i nadmiar obowiązków.

Absolutnie nie bagatelizuję tego dystansu, bo wiem, że nie da się go przebiec od tak sobie. Ostatecznie znam jednak swoje ciało i organizm, trenuję kilka razy w tygodniu już od wielu lat i wiem na co mnie stać. Znam już dystans półmaratonu i wiem, z czym się on wiąże. Gwoli wyjaśnienia: mój brak przygotowania wynika raczej z faktu, że często zamiast biegać 3-4 razy w tygodniu, jak wstępnie planowałam, robiłam na przykład tylko 1 trening biegowy, a dodatkowo 2 na ściance wspinaczkowej. A nie, że w ogóle nie ćwiczyłam! Nie jestem zadowolona ze swojego przygotowania, ale to nie znaczy, że zrezygnuję z biegu. Wręcz przeciwnie, spróbuję, mimo, że dzień wcześniej mam zawody wspinaczkowe, na których również chcę wziąć udział. ^^

Chodzi mi o to, że nie zawsze wszystko musi być przygotowane perfekcyjnie, zanim zaczniemy działać. Fakt, dobre przygotowanie uchroni nas przed wieloma niespodziewanymi sytuacjami, ale nie chcę rezygnować z czegoś tylko dlatego, że nie przygotowałam się AŻ tak dobrze, jak planowałam. Uczę się cały czas, żeby być chociaż odrobinę większą perfekcjonistką, niż jestem obecnie, bo częściej robię rzeczy byle jak, niż super dokładnie. I tak również jest w tym przypadku. Ta sytuacja kolejny raz daje mi do myślenia: co zmienić w moim planowaniu, jak się organizować, jak bardzo poprawić swoją wytrwałość?

A Wy? Zawsze musicie mieć wszystko perfekcyjnie zrobione i przygotowujecie się do ważnych wydarzeń dużo wcześniej?

ps. Trzymajcie kciuki! 😄

Dodaj komentarz

Close